Recenzja: Samotna wyspa pośrodku morza


12 uczestników
6 chłopców
6 dziewczyn
1 wyspa
Zapewnione warunki bytowe. Brak kontaktu ze światem zewnętrznym. Wszędzie zamontowane wszystkowidzące kamery.

Tak z założenia miał wyglądać projekt sławnego reżysera Tempelhoff’a. Przynajmniej tyle powiedziano uczestnikom. Jednak w trakcie okazało się, że jest jeszcze gra. Nie wzięcie w niej udziału oznacza przerwanie projektu i brak gaży za udział. Tak samo, gdy ktoś złamie narzucone zasady. Nie mieli wyboru, musieli wylosować mordercę.

12 uczestników
11 ofiar
1 morderca

Każdy musiał wylosować kartę. Większość miała mieszane uczucia, ale i tak wszyscy  wzięli w tym udział. Niby nic strasznego nie mogło się stać? Wybrany morderca nie miał tak naprawdę nikogo zabić, więc co poszło nie tak? Czemu nagle wtargnęła ta atmosfera grozy? Dlaczego, gdy zdarzył się prawdziwy wypadek nikt z zewnątrz nie zainterweniował?

Isola jest bezludną wyspa, która kiedyś była przygotowana jako miejsce dla więźniów. Wszędzie są zamontowane kamery, dlatego pomysł wydawał się być całkowicie bezpieczny. Dwanaścioro nastolatków o różnych charakterach z nadanymi im przez reżysera imionami. Większość ze szkół aktorskich. Ale nie ona. Vera jako jedyna nie była aktorką. Jej pasją był taniec, a głównym powodem, że wzięła udział nie była sława czy obiecane pieniądze. Jej prywatny powód związany był ze zdjęciem i napisanym na nim z tyłu numerem telefonu.

Moje pierwsze skojarzenie? Klasyczna „Tajemnicza wyspa” zmieszana trochę z filmem „Wyspa tajemnic” (z Leo DiCaprio)*. Ale na szczęście okazało się być w tym coś więcej. Jest nie tylko historia, która toczy się na wyspie, lecz jeszcze osobista historia Very, którą szczerze polubiłam. Dziewczyna jest trochę zamknięta w sobie, nieśmiała jednak z pewną iskrą, która jakby czekała na to żeby wybuchnąć wielkim płomieniem. Było to szczególnie widoczne, gdy zaczęło się w niej rozwijać uczucie do jednego z innych mieszkańców wyspy.

Historia wciąga. Przeczytałam ją bardzo szybko, gdyż do najgrubszych nie należy. Jest to jednak jej duża zaleta, ponieważ treść jest przez to bardzo spójna, a akcja trzyma  czytelnika, od pewnego momentu, w sporym napięciu. Wyspa jest opisana tak szczegółowo, że zdecydowanie nie miałam jakichkolwiek problemów, aby ją sobie wyobrazić. Autorka zarysowała też bardzo dobrze charakter każdej z postaci. Sprawiła  że od początku nie lubiłam Darling, a Milky wydawał mi się osobą, która mogłabym mieć za przyjaciela.

Polubiłam styl pani Abedi. Jest to pierwsza książka tej niemieckiej pisarki, którą przeczytałam i nie omieszkam poszukać następnych. Myślę, że wiekowo nie uda mi się przypasować do kogo „Isola” jest skierowana, ponieważ porusza dosyć uniwersalny problem kontaktów z rodziną. Jakbym miała ją ocenić (czego nie lubię robić bo uważam że każda ocena jest bardzo subiektywna) to dałabym jej 8/10 ponieważ mimo wszystko nie ruszyła mnie, aż tak jak przeczytane ostatnio „Przebudzenie Jenny Fox”.

*Ah wiem, że niektórych mogą drażnić moje dosyć częste odwołania do filmów czy innych książek, no ale co ja poradzę, że jakoś tak lubię coś porównywać 

tytuł: „Isola”
autor: Isabel Abedi
wydawnictwo: Nasza Księgarnia
ilość stron: 278

Share this:

, , , , , ,

Komentarze