Recenzja: Spotkanie z Joem


Czasami w życiu kobiety jest tak, że zamiast spotkać przystojnego księcia na białym rumaku, natrafia ona jedynie na zboczeńców, oszustów i niedołęgi. Bywa też, że nagle znajduje się potencjalnego kandydata do zbudowania normalnego  związku, lecz wtedy na horyzoncie pojawia się inna kobieta, która rzekomo jest z nim w ciąży. Zdanie ze słowem na p. jest chyba najgorszym co można w takiej chwili usłyszeć.

Gerri pisze romanse broszurowe. Konkretnie dwie sztuki miesięcznie. Prowadzi dość jednostajne życie: nie dogaduje się z matką, nie skończyła studiów, nie ma faceta i przez całe czas wypomina się jej rodzinną porcelanę, którą zbiła całkowicie przez przypadek. W pewnym momencie to wszystko zaczyna ją jednak przerastać, dlatego postanawia podjąć stanowcze kroki dążące do pewnej istotnej zmiany w jej życiu. Do popełnienia samobójstwa. 

Nasza główna bohaterka jest jednak perfekcjonistką, więc obmyśla bardzo dokładnie każdy element swojego planu. W tym ostatecznym dniu wszystko wydaje się być dopięte na ostatni guzik. Są tabletki, listy pożegnalne wysłane, mieszkanie wyczyszczone ze wszystkich kompromitujących elementów, a ona sama wygląda jak bóstwo. Co jednak idzie nie tak? A raczej jakim cudem mimo tak starannych przygotowań Gerri wraca kolejnego dnia do domu, a przez następnych kilka musi się ukrywać przed wściekłą matką? Tego musicie się już dowiedzieć sami ;))

Kerstin Gier zafascynowała mnie swoją osobą przez trylogię czasu o Gwendolyn i Gideonie, postanowiłam więc sięgnąć po inną pozycję jej autorstwa. „Z deszczu pod rynnę” porusza ważny problem jakim jest depresja oraz próby samobójcze. Nie jest to jednak standardowe trudne i bardzo emocjonalne przedstawienie sprawy. Cała historia Gerri ma komiczną otoczkę, która sprawia, że czytelnikowi często pojawia się uśmiech na twarzy, nie umniejszając jednak powagi sytuacji. 

Główna bohaterka, jest lekko cyniczną, ponad 30letnią kobietą, która według rodziny pisze pornosy i najprawdopodobniej jej lesbijką. Ma ona stałe grono przyjaciół, którzy pozakładali już rodziny, co dodatkowo wpływa na pogorszenie jej samopoczucia. Nie powiem, żebym była zachwycona kreacją jej osoby, gdyż czasami wydawała mi się niekonsekwentna, ale z drugiej strony może właśnie o to chodziło? 

Nie ukrywam, że książka mi się bardzo podobała. Była dość prosto napisana, urozmaicona listami pożegnalnymi Gerri, a dodatkowo dużą dawką humoru zarówno sytuacyjnego jak i słownego.  Zaliczyłabym ją jednak do literatury kobiecej, gdyż mam wrażenie, że mężczyźni nie zrozumieliby niektórych postępowań Gerri. Bardzo się cieszę, że trylogia czasu nie jest jedynym dziełem tej autorki, które przypadło mi do gustu (aczkolwiek w moim rankingu zawsze będzie na pierwszym miejscu!) .  Z ogromną radością polecam wam tę historię, gdyż jak to zazwyczaj bywa, kończy się przyjemnym happy-endem. Po tych sieczkach Sasko- Brytyjskich była to dla mnie bardzo odprężająca i zabawna lektura.



tytuł: Z deszczu pod rynnę
autor: Kerstin Gier
wydawnictwo: Sonia Draga
ilość stron: 333

Share this:

, , , , , , , , ,

Komentarze