Recenzja: Gdzie ludzie są bardziej zwariowani niż wykastrowane węże.

tytuł: "Śniadanie z kangurami. Australijskie przygody"
autor: Bill Bryson
wydawnictwo: Zysk i S-ka
ilość stron: 351

Dzisiaj wybierzemy się w daleką podróż do kraju, który zachwyca, zadziwia i często jest przez wszystkich marginalnie traktowany. Do kraju kangurów, Aborygenów i niezliczonych ilości stworów, które w drastyczny sposób mogą pozbawić nas życia. Ubierzcie się więc wygodnie, zaopatrzcie w spore zapasy wody i uważnie patrzcie pod nogi- ruszamy w Australię!

Bill Bryson jest amerykańskim pisarzem i podróżnikiem. Za swój dorobek literacki został odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego. Ode mnie dostaje dzisiaj nagrodę najbardziej zdystansowanego do siebie i tego co go spotyka, pisarza, którego pokochałam po przeczytaniu zaledwie jednego jego dzieła.

Autor stworzył książkę opowiadającą o swoich przygodach w trakcie licznych wypraw do Australii. Systematycznie z kolejnymi kartami podróżujemy poprzez różne rejony tego, znanego nam z kangurów i misiów koala świata, jednocześnie poznając liczne trudy towarzyszące przemieszczaniu się po tym kraju. Kapryśna pogoda, upalny klimat i ogrom niebezpiecznych zwierzaków, które z ogromną chęcią pozbawiłyby narratora nogi lub też innej części ciała, nie zniechęcają mężczyzny przed poznaniem tej fascynującej i pełnej sprzeczności ziemi. 

Styl Brysona jest pełen komizmu. Nie będzie przesadą, gdy stwierdzę, że śmiałam się przez 90% tej książki. Jego autoironia, cięty język i ogromny dystans do siebie sprawiają, że czytelnik zaprzyjaźnia się z nim od pierwszej strony! Autor jest ogromnie otwartą i ekspresyjną osobą przez co każde opisane przez niego wydarzenie staje się świetną przygodą. Mężczyzna nie kryje się z tym, że lubił robić sobie przerwę na piwo, która często kończyła się ogromnym kacem, czy że zasnął w trakcie mini wycieczki zafundowanej mu przez znajomego (Mało tego że zasnął! Oślinił się i wydawał z siebie różne nieprzyzwoite odgłosy! :D). Przez tą niezwykłą szczerość odnosi się wrażenie jakby całą historie opowiadał nam jakiś najbliższy przyjaciel, a nie nieznany nam Amerykanin. 

Zdecydowanie musze tej książce przyznać jeszcze plus, za bardzo zgrabnie wprowadzone ciekawostki historyczne. Nie ukrywam, że do tej pory o Australii wiedziałam tylko tyle, co mi powiedziano na geografii lub z „Tomka w krainie kangurów” Alfreda Szklarskiego, dlatego takie smaczki jak premier, który wskoczył do oceanu i nie wrócił, czy mordercza meduza przysparzająca nieporównywalnego z niczym innym bólu, pochłaniałam i przyswajałam z szeroko otwartymi oczami. Szczerze wątpię czy z jakiejkolwiek innej przeczytanej ostatnio książki nauczyłam się tak wiele, jednocześnie nie odczuwając tego, że pochłaniam wiedzę. 

Bryson w trakcie całej swojej opowieści podkreśla to, że kocha ten niezwykły ląd, mimo wielu jego sprzeczności. Jest to dla niego miła przystań, będąca połączeniem elementów dzikich i ujarzmionych, amerykańskich i brytyjskich, czegoś co już minęło i co dopiero nadchodzi. Ja z ręką na sercu przyznaję, że dzięki niemu głęboko zapragnęłam ujrzeć, to o czym pisał. 

W trakcie tworzenia tej recenzji wielokrotnie walczyłam ze sobą, który cytat wybrać, żeby was zachęcić i pokazać w jakim stylu jest ta książka. Mój wybór padł na dialog dotyczący pewnego specyficznego hobby Australijczyków. Czy wiecie, że w tym kraju z zamiłowaniem tworzy się „duże rzeczy które kształtem mają przypominać inne rzeczy”? I tak w trakcie podróży po kraju możecie natknąć się na: wielkiego banana, homara, krewetkę, ostrygę, czy kosiarkę. Bryson na swej trasie natrafił właśnie na homara i przeprowadził przy nim dość ciekawą rozmowę:

- W Wauchope jest Wielki Byk (…) Jądra kołyszą mu się na wietrze
- Ma jądra?
- Jeszcze jakie. Gdyby na pana spadły, nieprędko by się pan podniósł!
Chwila milczenia na wyobrażenie sobie tej sceny.
Ciekawe jak by to potraktowała firma ubezpieczeniowa- powiedziałem w końcu.
-No! (…) I te nagłówki w gazecie: „Mężczyzna zmiażdżony przez jaja byka”.
-„Tragiczne jaja w Australii”.

Sięgnijcie po tę książkę, gdyż jest ona niesamowita, zabawna, pouczająca i wciągająca. Gwarantuję wam niezapomnianą zabawę!

Za świetną przygodę w trakcie czytania dziękuję wydawnictwu:

*Cytaty pochodzą z książki "Śniadanie z kangurami. Australijskie przygody" Bill Bryson, wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2011

Share this:

, , , , , , , , , ,

Komentarze

8 komentarzy:

  1. Australia to dla mnie pełna egzotyka:)). Lubię literaturę podróżniczą, więc czemu nie:)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem dlaczego, ale na początku byłam przekonana, że jest to opowieść raczej dla młodszych czytelników - może to ta okładka? W każdym razie teraz mam straszną ochotę ją przeczytać - uwielbiam zabawne historie, a Australia to jedno z tych miejsc, które bardzo chciałabym odwiedzić ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wydaje się niesamowicie interesująca :) Bardzo chętnie sięgnę :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Super, kupię sobie obowiązkowo na Gwiazdkę :) - ostatnio oglądałam film przyrodniczy o Australii i byłam zachwycona.Zamówiłam sobie książkę " Powrót do Edenu " też o Australii i w rezultacie zapowiada się grudzień Australijski :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bryson świetnie pisze, będę miała tę książkę na uwadze.

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię książki przygodowo - podróżnicze, a jeśli mogę się w czasie lektury pośmiać, to tym bardziej chcę po nią sięgnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie moja tematyka.
    Nie przepadam za takimi dziwnymi i długimi tytułami.

    OdpowiedzUsuń
  8. Hahaaaaaaaaaa jak o byczych jajach, to chcę ją! :D

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad, a na pewno go przeczytam! :)

Jeżeli chcesz skomentować, pamiętaj o zachowaniu zasad kultury. Odpowiedzi z wulgaryzmami itp. będę usuwała.