Recenzja: Hrabia Dracula

Współcześnie każdy z nas wie wszystko o wampirach. Błyszczą w słońcu, są sexowne, kochają się w kobietach, nie działa na nie czosnek ani krzyże i oczywiście nie sypiają w trumnach. Idealnym kandydatem na partnera stał się Edward ("Zmierzch"), na kochanka Damon ("Pamiętniki wampirów") a na przyjaciela Simon ("Miasto kości"). W nie tak odległej przeszłości wampiry były jednak uosabiane z czymś złym. Zakradały się w nocy aby wyssać z bezbronnych ludzi krew, do jej ostatniej kropelki i żadna z przedstawicielek płci żeńskiej nie pragnęła skończyć z nimi w łóżku (ani tym bardziej na ślubnym kobiercu). Cofnijmy się więc dzisiaj do poprzedniego stulecia, gdzie pewien mężczyzna stworzył historię najsłynniejszego i klasycznego wampira w historii literatury. Do postaci, której nazwisko po dziś dzień budzi grozę i strach. Przedstawiam wam Hrabiego Draculę.

Hrabia Dracula jest tajemniczą postacią, zamieszkującą zamek, leżący na terenie Transylwanii.Cechują go intensywnie czerwone oczy oraz długie, ostre, białe zęby, a jego osoba budzi strach we wszystkich znajdujących się w okolicy ludziach. Nudzi go jednak przebywanie w jednym miejscu, dlatego planuje przenieść się do Anglii. Aby swój plan wcielić w życie konsultuje się z pośrednikami, którzy mieliby mu pomóc zakupić dom, na tamtych terenach. Jednego z nich zaprasza nawet do siebie w gościnę. Tak oto poznajemy pierwszego z narratorów tej powieści: Johnathana Harkera.
Johnathan wyruszając do Draculi pozostawia w swym rodzinnym kraju narzeczoną Minę, która aby nie czuć się samotna wprowadza się na pewien czas do swej bliskiej przyjaciółki Lucy. Kobiety  są bardzo ze sobą związane, jednak z Lucy zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Tajemnicze ranki na szyi, ciągłe lunatykowanie oraz coraz bledsza cera powodują, iż zostaje ona poddana wnikliwym badaniom przez jednego ze swych adoratorów, dr Sewarda, a później dr Van Helsinga. W tym czasie Mina wyjeżdża, gdyż po długim oczekiwaniu dowiaduje się co stało się z jej narzeczonym. W tajemniczych wydarzeniach bierze udział coraz więcej osób, a poszlaki zdają się wskazywać na nieprawdopodobne rozwiązanie całej historii.

Irlandczyk Bram Stroker był dziennikarzem, ale pracował również jako sekretarz sławnego aktora Henryego Irvinga. Stał się sławny głównie dzięki powieści o okrutnym hrabim, jednak popełnił jeszcze kilka innych dzieł literackich (np. bajki i baśnie dla dzieci, powieść fantastyczna pt. "Jewel of the Seven Stars"). Zmarł w 1912 w Londynie.

Nie ukrywam, iż trudno jest opisać tę historię, gdyż jest ona bardzo szczegółowo przedstawiona. Wielu narratorów oraz różnorodność form w jakich przybliżone zostają czytelnikowi kolejne wydarzenia, powoduje, że fabuła nie nadaje się do streszczenia w kilku zdaniach. Dominującym sposobem narracji są fragmenty dzienników kolejnych bohaterów powieści, które nadają postaciom głębi, gdyż poznajemy ich uczucia, emocje oraz motywacje przy podejmowanych decyzjach. Język, jakim posługuje się Stroker, jest nadzwyczajny. W trakcie czytania bardzo podobały mi się opisy podkreślające czas w jakim rozgrywa się powieść oraz pełne grzecznościowych zwrotów dialogi, niczym z powieści Jane Austen. Wszystko o czym się czyta wydaje się być spowite tajemnicą i grozą, jak na gotycką powieść przystało.Wampir przedstawiony w tej książce jest zły (śpi w trumnie!) i nie waha się mordować, ani manipulować ludźmi.

Mimo, iż całą powieść oceniłabym bardzo pozytywnie czuję się w obowiązku poinformować was, że pozycja ta jest momentami na siłę rozciągnięta. W wydaniu, które posiadam, obejmuje ona ponad 400 stron, jednak mam wrażenie że można by było ze spokojem zmieścić się w okolicach 300. Drugi minusik postawiłabym przy osobie Vana Helsinga, który początkowo posługuje się bardzo niezrozumiałym (według mnie) językiem. Nie chodzi mi tutaj o zwroty specjalistyczne, lecz o samą składnie jego wypowiedzi, która najzwyczajniej jest męcząca. Na szczęście później jest z nią lepiej.

Bardzo się cieszę, że mogłam zapoznać się w końcu z tą klasyczną powieścią. Nie zawiodła ona moich oczekiwań i pozwoliła na chwilę oderwać się od współczesnego wizerunku zimnokrwistych. Okazała się ona fascynującą lekturą, przy której jej ekranizacja wypada dosyć blado. Bardzo wygodnie mi się ją również czytało dzięki wydaniu w poręcznym formacie i z wbudowaną zakładką. Jeżeli jeszcze nie zapoznaliście się z tym tytułem to z czystym sumieniem mogę wam powiedzieć, że warto.

Za możliwość poznania klasyki w dobrym wydaniu dziękuję serdecznie wydawnictwu:
tytuł: Dracula
autor: Bram Stroker
wydawnictwo: Zielona Sowa
ilość stron: 448
opis wydawcy: KLIK

Share this:

, , , , , , , ,

Komentarze

5 komentarzy:

  1. A mi ekranizacja (ta z Garry'm Oldmanem) bardzo się podobało, więc podejrzewam, że pierwowzorem będę zachwycona. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja nie pamiętam czy czytałam, czy nie, ale na pewno muszę to nadrobić :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach, no i WESOŁYCH ŚWIĄT! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Koniecznie będę musiała zakupić, przyda mi się do pracy maturalnej:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Już od jakiegoś czasu wszędzie poszukuję "Draculi", jednak książki tej nie ma w żadnej okolicznej bibliotece, a na kupowanie książek na razie nie mam funduszy. Tak więc puki co pozostaje mi napawać się dobrymi recenzjami i czekać chwili, w której sama zapoznam się z Draculą :)
    Wesołych Świąt!

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad, a na pewno go przeczytam! :)

Jeżeli chcesz skomentować, pamiętaj o zachowaniu zasad kultury. Odpowiedzi z wulgaryzmami itp. będę usuwała.