Bazgroły: Ot tak wakacyjnie :)

Jakoś mimo, że mam już sporo tytułów przeczytanych nie mogłam się zebrać do tej pory za dokończenie ich recenzji. Dodatkowo fakt, że mam przetłumaczyć tekst dla p. Eilenberga spowalnia wszelkie moje zapędy twórcze, bo wiem że powinnam najpierw wywiązać się z obiecanego przekładu...

Nabrałam jednak ochoty aby napisać coś tutaj ponieważ przed chwilą skończyłam czytać wyśmienitą (niczym słodki koktajl truskawkowy!) powieść "Dworek pod Lipami". Nie spodziewałam się po niej niczego, gdyż do tej pory nie znałam tej autorki, dlatego tym bardziej ogromnie się cieszę, ponieważ okazała się być autentycznie świetną lekturą. Dalej nie mogę się otrząsnąć z emocji, które we mnie wywołała i odejść od jej niezwykłych bohaterów, z którymi się związałam. Moim marzeniem jest tworzenie właśnie takich opowieści jak ta: trafiających do czytelnika, zachwycających postaciami (zwłaszcza tą główną!) i pozostawiających po sobie ślad w pamięci czytelników. Piękna. Po prostu piękna. Wiem, że na pewno do niej jeszcze wrócę, ale najpierw w najbliższych dniach pożyczę ją mamie do przeczytania :)

Książka p. Szepielak nastroiła mnie również na tryby gościnności, dlatego dzisiaj w planach mam zaproszonych na obiad przyjaciół :) Przypomniało mi się również, że u mojej rodziny mieszkającej na wsi często spotkania w większym gronie wyglądają tak jak u Gabrysi (główna postać Dworku). Jest herbata, obiad, ciasto... i przyjemna atmosfera :) Ogromnie do tego zatęskniłam i już nie mogę się doczekać wyjazdu w przyszły weekend poza miasto :))

W mej głowie siedzą również od pewnego czasu dwa plany. Pierwszym z nich jest pofarbowanie włosów, ponieważ Bozia obdarzyła mnie skłonnością do siwizny i mimo mego wieku srebrne pasma są u mnie standardem. Drugą rzeczą, do której coraz bardziej się mobilizuję jest pisanie. Parę razy budziłam się ostatnio i zapisywałam różne pomysły, które naszły mnie w nocy i doszłam do wniosku, że może czas je ubrać w jakąś konkretniejszą formę...

Jeszcze wam powiem, że wczoraj byłam u fryzjera aby skrócić trochę grzywkę (jak na mnie jest to wielki sukces, gdyż mam tylko jedną zaufaną p. fryzjerkę i chodzę do niej jedynie gdy jestem u rodziców w mieście). Po ścięciu zadowolona z siebie wyszłam z salonu, gdzie ujrzał mnie mój mężczyzna i skomentował, że wyglądam jak 13-nastolatka. Ehhh... niestety moja dość dziecinna w niektórych kombinacjach ubioru i fryzur twarz, znów dała o sobie znać...

Kończąc mój wywód, który jest postem nietypowym, obiecuję zamieścić dzisiaj jakąś recenzję (deszczowa pogoda chyba jednak wpływa pozytywnie na moje natchnienie). Trzymajcie kciuki za moje tłumaczenie bo idzie jak krew z nosa.

Jeszcze na koniec pokażę wam jak wyglądałam na imprezie przebieranej, którą ostatnio organizowałam. Motyw przewodni: mitologie świata. Ja byłam egipską Bastet :)


Dopisek: 23.57- Recenzji pisać nie skończyłam :( No nie wiem jak to się dzieje, ale czas mi przez palce ucieka! Na szczęście udało mi się wysłać terminowo tłumaczenie do p. Wolframa :))) Teraz walczę z notatkami przed jutrzejszym testem w pracy, mimo że mam ochotę już pójść spać... Jutro już na pewno coś nowego wrzucę! Dobranoc :)

Share this:

Komentarze

7 komentarzy:

  1. Ja też nie lubie chodzić do fryzjerów;D Co do zdjęć, to na początku nie mogłam skojarzyć kim jesteś, dopiero jak przeczytałam, rzeczywiście taka nowoczesna Bastet - też masz 7 żyć?XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy siedem to wolę nie sprawdzać :D
    Uszy miałam, ogon miałam, pyszczek też, więc w sumie trochę z klasycznej bogini też było zaczerpnięte ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś myślałam o tym, czy sobie nie zrobić grzywki, ale moja twarz byłaby wtedy jeszcze bardziej okrągła. Zgroza :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Faktycznie wyglądasz młodo, ale moim zdaniem to nie wada, tylko naprawdę wielka zaleta. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. do fryzjera również mało kiedy chodzę, a jak już zagoszczę, to również z grzywką ;]
    choć ostatnio zrobiłam postęp w kierunku z fryzurą - poszłam ją sobie pocieniować, a grzywkę postanowiłam zapuścić, żeby znów była równej długości z resztą włosów i można ją było czesać z resztą w dłuższy ogon z tyłu ;p

    OdpowiedzUsuń
  6. Też tak mam. Chociaż w tym roku obchodziłam dziesięciolecie mojej 18-tki wciąż muszę pokazywać dowód przy zakupie piwa/wina itp. :)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad, a na pewno go przeczytam! :)

Jeżeli chcesz skomentować, pamiętaj o zachowaniu zasad kultury. Odpowiedzi z wulgaryzmami itp. będę usuwała.