Recenzja: Bieg w poszukiwaniu pokoju

Pan Piotr Kuryło to polski maratończyk i ultramaratończyk, uczestnik Spartathlonu i Mistrzostw Polski w Biegu 24-godzinnym, który w roku 2010 zdecydował się, że czas zakończyć karierę sportowca. Postanowił on również, że przed ostatecznym odejściem trzeba zrobić coś dobrego i godnego zapamiętania. Tak zrodził się pomysł na obiegnięcie kuli ziemskiej w intencji pokoju na świecie, a książka "Ostatni maraton" jest relacją z tego jak przebiegła realizacja tego planu.

Przygotowania do wyprawy obejmowały sprowadzenie odpowiedniego sprzętu, znalezienie sponsorów, a także sporo ćwiczeń fizycznych. Po pokonaniu pierwszych trudności bieg rozpoczął się dnia 7.08.10 w Augustowie rodzinnym mieście p. Piotra. Trasę wyznaczono przez: Niemcy, Holandię, Belgię, Francję, Hiszpanię, Portugalię, USA, Rosję, Kazachstan, Łotwę, Litwę aby na koniec znów trafić do Polski. Kuryło był zmobilizowany i nie przejmował się ani warunkami atmosferycznymi, ani szkodami jakie taki bieg mógł spowodować w jego organizmie. Wyruszył samotnie i nie korzystał ze stałego wsparcia. Zdał się na boską opatrzność i dobroć ludzi, których po drodze spotykał.

Wyprawa p. Piotra wzbudziła wiele zainteresowania. W każdym z krajów, w których się znalazł, udzielał więc wywiadów, brał udział w konferencjach i z przyjemnością opowiadał innym jak ważny jest pokój na świecie. To właśnie ta wiara, ten szczytny cel były jego największą motywacją w cięższych chwilach. W prawdzie zdarzały się momenty, gdy ogarniały go lekkie wątpliwości, jednak wystarczyła modlitwa lub rozmowa z bliskimi, a jego entuzjazm znów osiągał wysoki stopień.

W trakcie czytania o kolejnych etapach podróży pana Piotra bardzo mocno odczuwa się, jak istotną rolę odgrywa dla niego religia. Wielokrotnie powtarza on bowiem różne modlitwy, oddaje się pod opiekę opatrzności, a nawet mówi obcym ludziom: 
"Dżizus Chrystus maj God, Dżizus Chrystus maj hart forewer"*
Wielokrotnie podczas podróży błogosławi on ludziom, którzy bezinteresownie mu pomagają. Szczególnie mocno przeżywa on także 3 prezenty, które dostaje: Biblię, różaniec i zwykły kubek z ciepłym napojem. Są one dla niego symbolem miłości do bliźniego i tego, że na świecie jest wielu dobrych ludzi.

Co się jednak tyczy moich uczuć w trakcie czytania, to mimo iż sama jestem wierząca, to ciągłe podkreślanie jak ważny jest Bóg i wiara w niego, momentami mnie irytowało. Z książki, która miała być relacją z podróży, robiła się bowiem emocjonalno-religijna gadanina, a nie tego oczekiwałam. Zdziwiło mnie również, że autor na swej trasie spotykał praktycznie samych dobrych ludzi i nie spotkało go prawie nic złego. Wydaje mi się to trochę podejrzane, zwłaszcza, że znał on jedynie j. rosyjski i j.polski, a przecież przemieszczał się również przez inne państwa i powinien mieć większe problemy chociażby z komunikacją! Nie wiem więc czy sytuacje w których był on zagrożony, chory czy po prostu zły, zostały wyciete/pominiete aby książka była śliczna, piękna i udowadniająca, że siła wyższa czuwa? Czy może autentycznie pan Kuryło miał aż tyle szczęścia w trakcie swojej wyprawy? 

Sama relacja jest dość krótka bo cała książeczka ma zaledwie 176 str z czego przynajmniej 36 stron to zdjęcia. Nie ukrywam, że są one miłym dodatkiem do tej historii, jednak nie wiem czemu Pan Kuryło się na nich w ogóle nie uśmiecha! Rozumiem, że można być zmęczonym, że podróż może doskwierać i nie zawsze ma się ochotę na uśmiech. Jednakowoż jeżeli cały czas się podkreśla, że Bóg nas kocha i się nami opiekuje, że musimy dbać o to, by na ziemi był pokój, to wypadałoby żeby pokazać, że to co robimy sprawia nam radość i przyjemność, że spełniamy swoje marzenie. Z drugiej strony jeżeli na zdjęciach widać, że jest ciężko to warto by było o tym trochę więcej napisać, aby całość była spójna i konsekwentna.

Książki nie mogę ocenić w kategoriach warto/ nie warto przeczytać. Jeżeli kogoś interesuje postać pana Kuryło, bieganie i nie przeszkadza mu spora dawka odniesień do duchowości, to może po nią sięgnąć. Dla mnie nie była to jednak bardzo wybitna ani wartościowa lektura. Podziwiam Pana Piotra za pomysł i wprowadzenie go w czyn, a także za szczytną intencję, jednak kariery pisarskiej mu niestety nie przewiduję.

Za możliwość przeczytania tej historii dziękuję serdecznie wydawnictwu:

*cytat str. 92, "Ostatni maraton", Piotr Kuryło

tytuł: Ostatni maraton
autor: Piotr Kuryło
wydawnictwo: Bezdroża
ilość stron: 176
opis wydawcy: KLIK

Share this:

, , ,

Komentarze

6 komentarzy:

  1. szczerze mówiąc nigdy nie przepadałam za takimi książkami :) literatura podróżnicza to raczej nie dla mnie, bo czytając i oglądając zdjęcia z podróży innych ludzi strasznie mi żal, że ja nie mogę sobie pozwolić na takie wycieczki... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Być może książka była sponsorowana i pisana była pod konkretne zamówienie stąd może tylko ta dobra strona maratonu przez świat.

    OdpowiedzUsuń
  3. szczerze przyznam, że nie zainteresowała mnie powyższa książka
    zatem z czystym sumieniem mówię pass

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka już czeka na półce i niebawem po nią sięgnę. Twoja recenzja nieszczególnie mnie do tego zachęciła, więc jestem ciekawa jakie będzie moje zdaniem po przeczytaniu tego tytułu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No zobaczymy. Może Tobie bardziej przypadnie do gustu ;)

      Usuń

Zostaw po sobie ślad, a na pewno go przeczytam! :)

Jeżeli chcesz skomentować, pamiętaj o zachowaniu zasad kultury. Odpowiedzi z wulgaryzmami itp. będę usuwała.