Recenzja: Czołgistą być....


Czołgiści, czołgiści”. Książka, która mimo iż nie zachęca utrzymaną w dość przygaszonej kolorystyce okładką, jest lekturą, która w ostatnim czasie przypadkowo znalazła się w moich rękach, gdyż o jej przeczytanie zostałam poproszona przez znajomego. 


Pierwsze wrażenie po przejrzeniu utworu dosyć mnie zaskoczyło. Okazało się bowiem, że nie mam pojęcia, czego mogę się po tym literackim tworze spodziewać, gdyż ani obwoluta, ani zawarte na niej informacje nie dały mi nawet najmniejszego streszczenia historii zawartych w środku. Dowiedziałam się natomiast kilka istotnych faktów o autorach. Panowie Edward Derylak oraz Tomasz Lipowski pracujący w przeszłości jako zawodowi żołnierze, od dłuższego czasu znajdują się w rezerwie. Pan Derylak para się pisarstwem, jest laureatem wielu ogólnopolskich konkursów literackich, a na swym koncie ma zarówno opowiadania jak i powieść. Drugi autor p. Tomasz jest aktualnie przedsiębiorcą odznaczającym się konkretnym i wymagającym charakterem. Ci byli żołnierze zdecydowali się zebrać w jednolitą całość wspomnienia, które pochodzą z okresu, gdy obydwaj służyli w 29. Pułku Czołgów w Żaganiu.

Gdybym była okrutna, to mogłabym właśnie w tym momencie zakończyć charakterystykę ich wspólnej pracy, gdyż pozornie dzieło, które wyszło spod ich pióra, można opisać właśnie tym poprzednim zdaniem. Niestety muszę z czystym sumieniem przyznać, że mimo iż może nawet chciałabym skrytykować „Czołgistów, czołgistów” za sam fakt, że tematem nie są bliscy moim literackim upodobaniom, nie mogę tego zrobić, gdyż byłoby to niesłuszne i wbrew prawdzie. Jakkolwiek bowiem graficznie nieatrakcyjna jest obwoluta, tak treść, którą obejmuje jest niesamowicie interesująca i sprawia, że nawet ja- kobieta, która z wojskiem miała do czynienia jedynie w pośredni sposób (kilku zawodowych wojskowych w rodzinie), byłam zaintrygowana i z niemijającą fascynacją przeczytałam ją do ostatniej strony.  

Nawiązując do fabuły „Czołgistów...” należy rozpocząć od scharakteryzowania stylu, w jakim ta książka została napisana. Narratorów tak jak i autorów jest bowiem dwóch. Panowie zdecydowali się oddzielić swoje opowiadania, czy też wspomnienia i spisać je niezależnie, jedynie przeplatając tak, by wydarzenia odbywały się równolegle lub chociaż w podobnym czasie. Obydwaj opisują nam ścieżki, które zaprowadziły ich do Żagania oraz wydarzenia i decyzje, które wpłynęły na rozwój ich karier, jako żołnierzy. Relacje od strony technicznej różnią się stylami, tak jak różne są przeżycia mężczyzn. Według mnie p. Derylak jest w swych opisach bardziej literacki i plastyczny, natomiast p. Lipowski przekazuje konkretną wiedzę i informacje, co w połączeniu daje nam przyjemną w czytaniu mieszankę ukazującą funkcjonowanie Wojska Polskiego w latach 80. i 90. XX wieku, typowo od kuchni.

Skoro już jestem przy pozytywnych aspektach, to nie wypada nie wspomnieć o komizmie zarówno językowym jak i sytuacyjnym, pojawiającym się w większej części tej ksiażki. Pomimo iż niedawno zakończyłam lekturę, nie jestem w stanie powiedzieć, ile razy w trakcie czytania o młodych wojakach na mej twarzy pojawił się uśmiech, ponieważ zdarzało się to tak często, że nie mogłam nadążyć z liczeniem. Równocześnie nie określę tej powieści mianem komedii, gdyż pokazuje ona zarówno wzloty jak i upadki każdego żołnierza , dobre i słabe strony przebywania w wojsku niezależnie od tego, czy jest się w nim z przymusu, czy z własnej woli. Pragnę tutaj też zaznaczyć, że panowie Tomasz i Edward nie oceniają osób, z którymi się zetknęli ani wydarzeń, w których uczestniczyli. Są oni jedynie neutralnymi obserwatorami, którzy nam, czytelnikom pozostawiają miejsce na refleksję, wydanie opinii i odpowiedzenie sobie na pytanie czy wszystkie działania miały wtedy sens. 

Jak każdy wie, wojsko to przede wszystkim mężczyźni, dlatego musicie przygotować się na sporą dawkę wulgaryzmów i niezwykle częstą konsumpcję alkoholu.Łubudu w starą cegielnię!”, „Meksyk, kurwa, kowboje i Beduini!”, czy też „WSOP” czyli wycieraczka, szczota, opierdol i wieczna panika, to tylko niewielka namiastka zwrotów, z jakimi w tej książce się spotkacie. Czy drażnią i odrzucają? Wcale. Jedynie wzmacniają przekaz oraz uwydatniają realność opisywanych sytuacji. Według mnie język w „Czołgistach...” to jeden z nieodłącznych elementów wojska i jego charakteru.

Żeby jednak nie było całkowicie wspaniale i cudownie czas jeszcze powiedzieć kilka słów o słabszych stronach tego literackiego dzieła. Pierwszą z nich są wprawdzie nie nagminne, ale mimo wszystko występujące i momentami drażniące odczucia estetyczne, literówki. Drugi element to brak przypisów, które mnie, czyli laikowi pomogłyby w momentach, kiedy obydwaj panowie powołują się na skrótowe czy też kolokwialne nazwy funkcjonujące w ich środowisku. Do fabularnej części nie mam żadnych uwag, gdyż tak jak już wspomniałam, jest intrygująca, bogata w informacje oraz autentycznie ciekawa. Pozostaje więc tylko mieć nadzieję, że światło ujrzy drugie wydanie z poprawionymi błędami i uzupełnione o wyjaśnienia.

Gdybym miała wybrać grupę, do której skierowana jest ta lektura, to z pewnością byliby to oczywiście żołnierze oraz osoby fascynujące się tematyką militariów czy też latami osiemdziesiątymi w Polsce. Jednakowoż po sobie samej widzę, że książka ta przypaść może do gustu także zwykłemu cywilowi, a nawet kobiecie! Polecam więc ją wszystkim, którzy mają ochotę na coś typowo polskiego, w tym dobrym znaczeniu owego określenia.



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania dziękuje jednemu z autorów:
 Panowi Tomaszowi Lipowskiemu.

tytuł: Czołgiści, czołgiści 
autor: Edward Derylak, Tomasz Lipowski 
wydawnictwo:
ilość stron: 352

Share this:

,

Komentarze

9 komentarzy:

  1. Wielokrotnie okładka skrywa ciekawą treść :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna recenzja. Bardzo dobrze mi się ją czytało. I mimo, iż tematyka książki absolutnie nie moja chciałam wiedzieć co jeszcze o tym utworze nam zdradzisz :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dobra recenzja. Gratuluję :)
    Jeśli zaś chodzi o tematykę, to niestety nie moja i pomimo zachęcającego wydźwięku recenzji, nie skusiłabym się na lekturę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. 1.Tytuł? Odstraszający.
    2.Okładka? Była wobec mnie niemniej okrutna.
    3.Recenzja? Intrygująca.
    A teraz do rzeczy ;)
    Odstraszona okrutnie już na wstępie siedzę z nieco skrzywioną miną przed laptopem i myślę sobie: Co może intrygować w takim dziele?

    Gratuluję recenzji, gdyż częściowo odpowiedziała ona (a tego się nie spodziewałam) na moje pytanie. Mnie zaciekawiły dwie rzeczy — istnienie w książce sporej dozy komizmu (jakoś nie przyszłoby mi do łepetyny, że czytając tak nazwane i tak oprawione dzieło można się śmiać) oraz dwutorowe prowadzenie narracji (niby nic nowego ale fajnie, że autorzy nie łączyli na siłę „siebie w jedno” [ta…wiem durnie zabrzmiało]).
    Książki pewnie nie przeczytam (powodów jest za dużo, żeby o nich pisać), niemniej dobrze wiedzieć, że coś takiego istnieje i (co pewnie cenniejsze) przypomnieć sobie, że lubimy oceniać na wyrost.

    Do recenzji mam tylko jedną maleńką uwagę.
    „Jak każdy wie, wojsko to przede wszystkim mężczyźni, dlatego musicie przygotować się na sporą dawkę wulgaryzmów i niezwykle częstą konsumpcję alkoholu”.
    Jarko, może nie generalizujmy tak z tymi facetami ;) Chyba jednak nie każdy wojskowy/mężczyzna klnie jak szewc (frazeologizmy też są okrutne! – biedni szewcy) i żłopie duże ilości procentowych trunków ;)

    Franciszka Urszula (wolę nie tłumaczyć zmiany nicku i zmiany komentarza ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jasne! Na swoje usprawiedliwienie podam, że nie chciałam tu zgeneralizować, że każdy wojskowy pije, a jedynie podkreślić, że mężczyźni chyba jednak częściej sięgają po procenty ;)

      Usuń
  6. Nie widze w czym okladka jest gorsza albo lepsza od innych. Dzielenie przyslowiowej zapalki na czworo. Co do tresci: wojsko jakiego nie znalem.Inne niz w telewizji i Polsce Zbrojnej. Troche zaskakujace sytuacje i zdarzenia. A ze pili? A gdzie nie pili w tamrtym okresie?!Zolnierze, lekarze, robotnicy, milicja i kolejarze, i...
    Autorzy zdobyli sie na szczerosc i odwage (opowiedzieli o slabosciach kolegow i przelozonych!) i odslonili nam czesc prawdy tamtego okresu. I chwala im za to (oczywiscie, nie kazdego to interesuje).
    Polecam, nie tylko facetom!!!
    PS Recenzja przychylna,sprawnie napisana, zacheca i odzwierciedla tresc!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja do picia się nie czepiam :) Jedynie obiektywnie informuję, gdyż jest go tutaj sporo, a powiem Ci szczerze że mam znajomą która potrafi wojny toczyć, że w jej mniemaniu każdy wojskowy to abstynent. Jak dla mnie wszystko jest dla ludzi, więc czemu taki żołnierz ma sobie odmawiać?

      A odnośnie okładki... To jest dość naturalne, że przy wyborze lektury większość ludzi kieruje się też odczuciami estetycznymi. Ta obwoluta mnie, jako wzrokowca, akurat nie zachęca, jednak mam w zwyczaju nie oceniać książek po okładkach, dlatego nie wpłynęła ona na mój całkowity odbiór historii. :) Dzięki za miłe słowa w PS :)

      Usuń
  7. No i słusznie:) Bo o ileż uboższa byłaby polska - i nie tylko! - literatura, gdyby nie alkohol :)
    A że wojacy sobie popijali? A kto i jak miał rozładować stres wojskowy. Czy alkoholizm (skrajny skutek tej terapii) nie jest lepszy od psychiatryka?! Każdy(może nie każdy?) pijący miewa przebłyski trzeźwego spojrzenia.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad, a na pewno go przeczytam! :)

Jeżeli chcesz skomentować, pamiętaj o zachowaniu zasad kultury. Odpowiedzi z wulgaryzmami itp. będę usuwała.