Recenzja: Dom

Do sięgnięcia po książkę Zofii Starowieyskiej- Morstinowej zachęcił mnie jej opis, zawarty na stronie wydawnictwa:
"W okresie kłamstw i oszczerstw o dworach i o ziemiaństwie przedstawiła w swojej autobiograficznej opowieści Dom życie polskiego dworu, ludzi zwyczajnych, życzliwych dla innych, także dla służby i chłopów. Mówiła o życiu trudnym, ale pełnym harmonii, o głębokim szacunku dla człowieka pracy, ale też i o uczuciach patriotycznych oraz o zaangażowaniu w życie społeczno-religijne."
Pamiętam, że po przeczytaniu tego fragmentu stwierdziłam, iż z przyjemnością zagłębię się na chwilę w nasza polską kulturę i wzbogacę swą wiedzę z zakresu ziemiańskiego życia, gdyż od dłuższego czasu nie miałam z taką tematyką do czynienia. Nie spodziewałam się wtedy jednak wcale, że w trakcie czytania aż tak mocno zwiążę się z bohaterami, a ich historie pochłonę z taką ciekawością. 

Szczerze przyznam się, że nigdy wcześniej nie słyszałam o rodzinie Starowieyskich. Na szczęście dzięki dobrodziejstwom współczesnych mediów informacyjnych, przed zabraniem się do lektury, szybko uzupełniłam swą wiedzę. Odkryłam więc, że pani Zofia nie posiada na swym koncie tylko tej jednej powieści, gdyż pisaniem zajmowała się etatowo. Na stałe publikowała w "Tygodniku powszechnym", a także pracowała w redakcji miesięcznika Znak. Zmarła w 1966 roku w Krakowie.

Czym jest "Dom"? Na pewno nie standardową książką z jedną, główną fabułą i postacią wokół, której skupiają się wydarzenia. Jest to natomiast opowieść o budynku i związanych z nim ludziach. O radościach i smutkach, a także o tym, jak żyło się w polskim, galicyjskim dworku. Starowieyska sięga w tej historii do własnych wspomnień i przeżyć, gdyż tytułowy budynek jest dworkiem, w którym wraz z rodzeństwem się wychowywała. I tak mamy okazję śledzić jak toczyło się życie rodziny ziemiańskiej, w której ojciec był niezbyt dobrym gospodarzem, a matka, mimo iż kobietą przedsiębiorczą , to jednocześnie w niektórych sprawach dość ograniczoną. Gdzie babcie stały się dla siebie najlepszymi przyjaciółkami, a dzieci uwielbiały jeździć do Krakowa. Problemy dnia codziennego rodziny Zabielskich, gdyż takie to nazwisko nadała swoim bliskim w książce autorka są różne i stale oscylują, wokół tytułowego Domu- czyli Baszówki. 

Nie da się ukryć, że dla niektórych może się wydawać nużące czytanie o jakiejś obcej rodzinie, dla której problemem jest wystrój salonu, dobór koni czy jednoczęściowe sukienki. Jednakże muszę tutaj podkreślić, iż to wszystko jest w jakiś swoisty sposób interesujące i wciągające. Narracja jest bowiem poprowadzona w taki sposób, że człowiek odczuwa jakby autentycznie słuchał p. Zofii (w książce występującej pod imieniem Helenka). Stylistyka nie jest skomplikowana a język mimo iż literacki- bardzo przystępny i przyjemnie adekwatny do treści.

Zaskakujące było dla mnie natomiast posłowie napisane przez bratanka pisarki. Zawarte w nim informacje otwierają oczy na to, jak wiele rzeczy pisarka musiała pominąć ze względu na ówczesną cenzurę (przykładowo wszelkie informacje o działalności politycznej swoich rodziców). Dodatkowo wspomniane w nim jest jaką osobą była Starowieyska w dorosłym życiu i jak potoczyły się dalsze losy Domu. Tekst ten jest według mnie idealnym dopełnieniem całej książki.

W tym momencie muszę jeszcze powiedzieć kilka słów o wydaniu zaserwowanym nam przez Zysk i S-ka. Dzieło cechuje bowiem twarda oprawa, na której umieszczono zdjęcie miejsca akcji czyli samej Baszówki. Także w środku znajduje się sporo fotografii, które pozwalają nam ujrzeć jak wyglądali najbliżsi oraz sama Starowieyska. Kolejnym plusem jest wysoka jakość papieru, przez co całe wydanie jest bardzo eleganckie i estetyczne.

Mimo iż Dom to nie jest książką z pędzącą akcją, gorącym romansem czy co rusz ścielącym się trupem, przeczytałam ją z ogromnym zainteresowaniem i przyjemnością. Jej bohaterowie stali mi się bliscy, w takim samym stopniu jak budynek, w którym mieszkali. Według mnie jest to kawałek dobrej, polskiej literatury, po którą warto sięgnąć.

Za możliwość odpoczynku w zielonym salonie oraz przeczytania i zrecenzowania tej książki dziękuję serdecznie wydawnictwu:
tytuł: Dom
autor: Zofia Starowieyska- Morstinowa
wydawnictwo: Zysk i S-ka
ilość stron: 368

Share this:

, ,

Komentarze

5 komentarzy:

  1. Tę część historii znam raczej z opowiadań babci, której matka pracowała u hrabiego Dmochowskiego. Strasznie dobrze nie pamiętam tego co mi kiedyś opowiadała, ale z jej perspektywy chyba zbyt wesoło nie było (mimo tego, że dziedzic ponoć wyrozumiały). Ciekawostką jest to, że w jego dworku bywała Nałkowska, a wcześniej jeszcze jako dzieciak także Henryk Sienkiewicz. Moja babcia z tego co pamiętam wspomniała tylko o Sienkiewiczu. Pewnie nawet nie ma świadomości kim była Nałkowska :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci że właśnie Starowieyska podobno dlatego napisała tę powieść aby jakoś ukazać tą sferę "Panów". Strasznie Ci zazdroszczę, że miałeś kogoś kto Ci takie autentyczne historie przekazywał, gdyż uważam że jest to ogromnie ciekawe!

      Usuń
  2. niestety mnie nie skusił opis ani twoja pozytywna recenzja - jakoś klimaty mi nie podchodzą :) pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Raczej nie sięgnę po tę książkę - nie przemawia do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Na prawdę ciekawa książka, mnie się akurat spodobała. Polecam :)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad, a na pewno go przeczytam! :)

Jeżeli chcesz skomentować, pamiętaj o zachowaniu zasad kultury. Odpowiedzi z wulgaryzmami itp. będę usuwała.