Recenzja: O czym pisał Reymont, gdy nie pisał o Chłopach...

Wampiry mogą być złe lub dobre. Pić krew ludzi albo zwierząt. Świecić się na słońcu jak brokatowa bombka, czy też pod jego wpływem umierać w straszliwej agonii. O tych zimnokrwistych tworach pisze współcześnie tak wiele autorów, że co rusz natrafiamy na jakąś nową informację związaną z ich jestestwem. Czy wiedzieliście jednak, że przed Stephanie Meyer tematem spirytyzmu i okultyzmu, a co za tym idzie także paranormalnymi istotami, interesował się sam Władysław Stanisław Reymont (którego pewnie spora liczba osób kojarzy z "Chłopami" z czasów szkolnych)? Ja sama nigdy wcześniej nie słyszałam, że fascynowały go owe zagadnienia, dlatego z zainteresowaniem sięgnęłam po jego powieść "Wampir" w ogóle nie wiedząc, czego się mam po niej spodziewać.


Akcja rozgrywa się na początku XX wieku w Anglii. Zenon, którego poznajemy jako uczestnika seansu spirytystycznego, jest literatem i mężczyzną po przejściach. Po tym jak wyemigrował z Polski, gdzie cierpiał w powodu niespełnionej miłości, zamieszkał na stałe w Londynie, w którym zaczął pisać pod pseudonimem Walter Brown oraz zaręczył się z Betty, siostrą swego przyjaciela Joego. To właśnie Joe namówił Polaka aby ten wziął udział w seansie. Mężczyzna nie podejrzewał wtedy jednak, że jego przyjaciel w trakcie spotkania sam wpadnie w swoisty trans i zostanie podporządkowany parapsychicznym mocom. Dodatkowo uczestnicząc w seansie Zenon poznaje tajemniczą kobietę- Medium o imieniu Daisy, która staje się jego obsesją...

Powieść "Wampir" Reymont napisał korzystając ze swoich notatek sporządzonych podczas pobytu w 1894 roku w Londynie. W trakcie tego wyjazdu autor był uczestnikiem posiedzenia Towarzystwa Teozoficznego, na którym uzyskał sporo informacji o teozofce Helenie Bławatskiej. Zdobyta wiedza w połączeniu z ówczesną fascynacją doświadczeniami hipnotycznymi i spirytystycznymi, doprowadziły do stworzenia wstępnego szkicu "Wampira", który wtedy otrzymał tytuł "We mgłach".

Zanim rozpocznę opowieść o tym, jak bardzo mi się ta historia nie podobała, muszę dokonać sprostowania. Tytuł wprowadza lekko w błąd. Daisy, bohaterka będąca u Reymonta wampirem, nie zalicza się bowiem do standardowych krwiopijców, a do wampirów energetycznych dominujących ludzką psychikę. Posiada ona wprawdzie zdolności paranormalne (np. posługuje się hipnozą) i przynależy do sekty wyznawców Bahometa ale pomimo, iż mogłoby się wydawać, że jest charakterem strasznym, nie wzbudza w trakcie czytania ani niepokoju, ani zgrozy czy lęku. Ponieważ postać ta nie jest prawdziwym zimnokrwistym nie odczuwa też przymusu pożywiania się krwią, w wyniku czego nie natkniecie się w tej powieści na sceny z malowniczym gryzieniem się po różnych częściach ciała.
Podobnie jak w przypadku Daisy, także i kreacja Zenona (głównego bohatera) w ogóle do mnie nie przemówiła. Mężczyzna łatwo ulega wpływom, nie umie obronić się ani przed przytłaczającym go smutkiem i chaosem Londynu, ani przez opętaniem ze strony Daisy. Nie walczy o to, na czym mu zależało i moim zdaniem zbyt biernie poddaje się swojemu losowi.

Analizując "Wampira" Reymonta wspomnieć należy o tym, że całość jest bardzo intensywnie dekadencka, smętna i apatyczna. Londyn z wszechobecną mgłą, nieustającym deszczem i zabłoconymi ulicami, jawił się w moich oczach jako miejsce przytłaczające i zepsute, w którym brakuje miejsca na szczęście. Spory wpływ na mój negatywny odbiór fabuły miały właśnie m. in. opisy miejsc akcji. Były one bowiem momentami tak długie i pompatyczne, że gubiłam sens i przestawałam rozumieć, o czym czytam.

Odnosząc się do elementów parapsychicznych uprzedzę was, że jest tutaj wszystkiego po trochu. Rozmaite sekty, seanse spirytystyczne, teozofowie, nawiązania do okultyzmu i w końcu nawet swoisty wampir. Ta różnorodność podkreśla wykreowany przez autora obraz Londynu, jako miasta, które sprowadza na manowce.

Nie wiedziałam czego się spodziewać po książce Reymonta, więc nie jestem też zawiedziona. Przyznaję, że historia ta w ogóle do mnie nie przemówiła i na pewno nigdy więcej po nią nie sięgnę. Równocześnie odnoszę jednak wrażenie, iż znajdą się osoby, którym się spodoba. Warto wspomnieć, że widocznym atutem tego dzieła jest jego wydanie. Twarda oprawa z prostą grafiką, była jednym z elementów, który zachęcił mnie do zapoznania się z tą książką.

tytuł: Wampir
autor: Władysław Stanisław Reymont
wydawnictwo: Zysk i S-ka
ilość stron: 290
opis wydawcy: KLIK



Za możliwość poznania innego dzieła naszego noblisty dziękuję wydawnictwu:

Share this:

, , ,

Komentarze

7 komentarzy:

  1. Czytałam kilka miesięcy temu i wspominam jako totalną masakrę. Podejrzewam, że chodzi po prostu o to, kiedy ta książka została napisana i jakim językiem. Dla mnie nie do przejścia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja też się męczyłam. W sumie skusiła mnie okładka i chęć sprawdzenia, co innego (poza Chłopami) Reymont popełnił ;) Fakt, może mu ówczesnym czytało się to lepiej...

      Usuń
    2. Jarkuś, to "Ziemię obiecaną" sprawdź :P

      Usuń
    3. Aż się boję.... ;)

      Usuń
  2. Cały Reymont - emocje i porywająca akcja, książka trzymająca w napięciu do samego końca :D Nic mnie nie zmusi do sięgnięcia po jakąkolwiek jego powieść. Już po "Chłopach" (przez których zresztą nie przebrnąłem) mam serdecznie dość takiej twórczości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Normalnie scena z weselem Boryny miała więcej tempa niż ta książka :D O emocjach nie wspominając ;)

      Usuń
  3. Chcę, chcę, chcę! Must HAWE!

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad, a na pewno go przeczytam! :)

Jeżeli chcesz skomentować, pamiętaj o zachowaniu zasad kultury. Odpowiedzi z wulgaryzmami itp. będę usuwała.