Recenzja: W rok dookoła świata

Zaczęło się od zazdrości...
A dokładniej od zazdrości wywołanej faktem, że inni robią sobie dłuższe urlopy niż one- iberystka Justyna i prawniczka Paulina. Bohaterki  wielokrotnie zgrzytały zębami, w trakcie, gdy słyszały, że ktoś musi ograniczyć swe podróże "zaledwie" do kilku miesięcy, podczas, gdy one same miały do dyspozycji jedynie 2 tygodnie. Sfrustrowane wiecznymi niedoborami czasowymi zaczęły w końcu planować różną, od tych dotychczasowych, wyprawę. Wyjazd miał trwać rok, a w jego trakcie dziewczyny zapragnęły okrążyć glob, bo przecież, jak już coś robić, to konkretnie. Przyjaciółki odłożyły więc odpowiednią sumę, rozrysowały ogólną (uwzględniającą zmiany) trasę i... wyruszyły w świat. 

Gdzie diabeł nie może..." to książka stworzona na podstawie prowadzonego przez dziewczyny bloga, na którym w trakcie wyprawy pojawiały się posty z opisami miejsc i wrażeń (stronka została nawet nominowana do nagrody Travelera National Geographic!). Wszystkie zapiski w zmodyfikowanej nieco formie opublikowano w dwutomowym wydaniu, jednak w tej recenzji wypowiem się jedynie na temat części pierwszej przygód naszych rodaczek.

Podróż rozpoczyna się przejazdem pociągiem do Rosji, a kończy ( w I tomie) przybyciem do Indonezji. Na trasie dziewczyn znalazły się takie egzotyczne miejsca jak: Mongolia, Chiny, Japonia, Hongkong, Makau, Wietnam, Kambodża, Tajlandia, Indie, Laos i Malezja. W każdym z odwiedzonych krajów podróżniczki ujrzały zarówno miejsca popularne, jak i te mniej znane przez turystów. Próbowały lokalnych specjałów i starały się chociaż trochę poznać kulturę, z jaką przez chwilę miały do czynienia. Mimo iż narratorki są przyjaciółkami, ich charaktery oraz upodobania różnią się, dlatego dla mnie szczególnie interesujące były fragmenty, w których komentowały coś w całkowicie odmienny sposób. Kontrowersyjny temat stanowiła przykładowo kuchnia japońska. Justyna była zachwycona estetyką i różnorodnością smaków, natomiast dla Pauliny większość potraw była niejadalna.  

Podróżniczki w swych opisach nie skupiają się na zobrazowaniu konkretnych zjawisk, a raczej piszą o tym, co im się przytrafiło, wzbudziło ich zainteresowanie czy wywołało zaskoczenie. Teksty pełne są więc różnych anegdot, historii lekko strasznych, a także momentami groteskowych. Ponieważ książka ta jest efektem spontanicznego pomysłu autorek, język i styl są dzięki temu bardzo bezpośrednie i przystępne. Dziewczyny nie owijają w bawełnę i wprost mówią o tym, co im się podobało, a co nie. Zebranie wpisów z bloga i wydanie w zwartej formie, w tym przypadku, było więc bardzo dobrym pomysłem.

Oprócz lekkiego w odbiorze tekstu sporo przyjemności dostarczają w trakcie czytania liczne zdjęcia przedstawiające ludzi, miejsca oraz potrawy. Kolorowe, wydrukowane na wysokiej jakości papierze są miłym dodatkiem, który uzupełnia informacje zawarte w książce. 

„Gdzie diabeł nie może..." to zarówno świetna lektura na wolną chwilę, jak i całkiem niezły poradnik dla ludzi, którzy chcieliby zaplanować podobny wyjazd. Po każdym z rozdziałów, autorki zamieściły podsumowanie informujące o tym,  ile zapłaciły i za co, gdzie spały, co jadły i czym podróżowały. Oczywiście nie powinno być to główne źródło wiedzy dla przyszłych turystów, ale na podpowiedź w planowaniu podróży  nadaje się idealnie.  

tytuł: Gdzie diabeł nie może... Dziewczyńska podróż dookoła świata. Z Warszawy lądem na Bali. Część 1 
autor:  ,




Share this:

, , ,

Komentarze

7 komentarzy:

  1. odpada, nie sięgam po takie książki - nie czyta się ich dobrze :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam to niedawno i byłam zaskoczona tym, jak bardzo się wciągam w lekturę ;) Wspominam tę książkę baaardzo miło i również polecam wszystkim! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Okładka już kusi, a reszta tym bardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam, świetna książka :) Czekam na drugą część :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie się natomiast okładka zupełnie nie podoba, ale sama książka może być ok.

    OdpowiedzUsuń
  6. Już myślałam, że nigdy nie zajrzę do tej książki, a tu nagle coś mnie nie wiem sama dlaczego jednak tchnęło. Choć ta książka to nie moja literacka bajka, to nie żałuję lektury, po podróż do wielu zakątków, w których zapewne nigdy nie będzie mi dane się znaleźć okazała się bardzo przyjemna.

    Czytam sobie w miarę regularnie Twoje wpisy, jednak nic nie komentuję, bo z przykrością przyznaję, że na wiekszości z opisanych przez Ciebie książek z różnorakich powodów przypuszczalnie nigdy nie będzie mi dane zostawić swoich linii papilarnych. O dziewczyńskiej podróży obiecałam sobie, że jednak cokolwiek napiszę. Dlaczego? Są ku temu aż dwa powody. 1) Jest to jedna z nielicznych książek, która znajduje się zarówno na mojej, jak i na Twojej półce. 2) Jest to książka za której obecność na mojej półce wypada mi właśnie Tobie podziękować. Wygrałam ją za zjęcie choinki, a o konkursie, jeśli mnie pamięć nie myli, poinformował mnie nie kto inny jak własnie Ty (: Zatem dziękuję Jarko (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej ogromnie się cieszę :) Będę więc częściej informowała o konkursach, żebyś znów miała okazję coś wygrać zwłaszcza, że jak buszuję w necie to natrafiam na sporo ;)

      "Dziewczyńska podróż" to dobra książka :) Nie ukrywam, że miło mi, że Tobie też się spodobała.

      W ogóle zostawiłaś tak miły komentarz, że dzięki Tobie już się sympatycznie nastawiłam na dzisiejszy dzień! Dziękuję :))))

      Usuń

Zostaw po sobie ślad, a na pewno go przeczytam! :)

Jeżeli chcesz skomentować, pamiętaj o zachowaniu zasad kultury. Odpowiedzi z wulgaryzmami itp. będę usuwała.