Recenzja: Przesympatyczny podróżnik

Piotr Strzeżysz zalicza się do grona fascynatów z zapałem objeżdżających świat na ukochanym jednośladzie. Na swoim koncie ma on już wiele przebytych kilometrów oraz książkę pt. "Campa w sakwach", którą miałam przyjemność czytać oraz recenzować. Spotkanie z dziełem p. Piotra wspominałam bardzo pozytywnie, dlatego gdy ujrzałam w zapowiedziach tytuł- "Makaron w sakwach" czyli drugi tytuł napisany przez tego autora, wiedziałam, że sięgnę także po niego. 

Trasa: oba kontynenty amerykańskie. 
Start: Chile. 
Nauczony doświadczeniem podróżnik chcąc oszczędzić sobie przewozu roweru w samolocie i związanej z tym papierkowej roboty, rower zakupił na miejscu i... ruszył. Jak to jednak w przypadku wypraw wszelakich bywa, nic nie mogło pójść idealnie i p. Piotr wielokrotnie w trakcie jazdy musiał stawić czoła niespodziewanym przeszkodom, zaczynając od bariery językowej, czy biurokratów, którzy uwielbiają utrudniać każdą sprawę, a kończąc na przebrzydłym wietrze spychającym mężczyznę z właściwej trasy. Na szczęście wielu spośród ludzi, na których trafił, cechowała gościnność, a jedzenie, którym go częstowali- wyborny smak.

Książka jest dokładną relacją z przebiegu wyprawy z 2008 roku. Na jej treść składają się- opis strony organizacyjnej, refleksje podróżnika oraz jego celne spostrzeżenia odnośnie ludzi, miejsc i kultur, z którymi miał styczność. Trzeba w tym momencie dodać, że w trakcie wyjazdu p. Piotr jeszcze częściej popadał w chwile zadumy niż w "Campie w sakwach". Oprócz tego muszę wspomnieć, że  w poprzedniej książce, historia miała momentami wydźwięk dość zabawny, natomiast tym razem wszystko przedstawione zostało w sposób bardziej stonowany. 

Choć odczułam, że "Makaron w sakwach" różni się od swojej poprzedniczki, lektura sprawiła mi sporo przyjemności. Styl autora znów był bardzo bezpośredni, plastyczny i lekki, dlatego z zainteresowaniem śledziłam kolejne etapy wędrówki rowerzysty. Ponownie udzieliła mi się również jego ekscytacja, wywołana możliwością samotnej podróży przez piękne i dzikie rejony. Estetyczne potrzeby natomiast zaspokoiły liczne fotografie wykonane przez autora w trakcie wyprawy, przeplatające się, co jakiś czas z treścią. Za niezwykle udaną uważam również okładkę z prostą, szybko przyciągającą wzrok i równocześnie dość komiczną grafiką, .

Po raz kolejny odniosłam wrażenie, że p. Strzeżysz jest niezwykle szczerą i sympatyczną osobą i chyba właśnie dzięki takiemu charakterowi tworzy książki, których czytanie jest miłym przeżyciem. Wprawdzie w porównaniu z Campą, Makaron nie ujął i nie zachwycił mnie aż tak bardzo, jednak także tę lekturę będę pozytywnie kojarzyła i polecała, jako przykład dobrej przedstawicielki gatunku literatury podróżniczej.

tytuł: Makaron w sakwach, czyli rowerem przez Andy i Kordyliery
autor: Piotr Strzeżysz
wydawnictwo: Bezdroża
ilość stron: 280
opis wydawcy: KLIK

Za niezwykłą przygodę dziękuję wydawnictwu:

Share this:

, , ,

Komentarze

4 komentarzy:

  1. Chciałabym poznać jakąś pozycje tego wydawnictwa, bo tak wspaniale zachęcasz...! Zwłaszcza, że rowery kocham - być może się skuszę ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. Achh, miło by było nie tylko przeczytać tę książkę, ale samemu wybrać się na podobną wycieczkę rowerową ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znam faceta... Literaturę podróżniczą bardzo lubię, miałam okazję czytać Pawlikowską i Cejrowskiego. Ten drugi mnie zaczarował.

    OdpowiedzUsuń
  4. Od książki dzieliło mnie kilka sekund - ktoś mi ją sprzątnął sprzed nosa w konkursie ;) A objeżdżanie kontynentów na rowerach jest chyba całkiem modne. Nie czytałam jeszcze książki z tej perspektywy i jestem ciekawa, jak to wygląda w "Makaronie..." :)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad, a na pewno go przeczytam! :)

Jeżeli chcesz skomentować, pamiętaj o zachowaniu zasad kultury. Odpowiedzi z wulgaryzmami itp. będę usuwała.