GroManiactwo: 1984: Animal Farm, Kuźnia Gier

WERSJA AUDIO: KLIK
 
Georga Orwella chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. Podejrzewam, że tytuły „Rok 1984” czy „Folwark zwierzęcy” także są znane sporej ilości osób. Dzisiaj więc poruszę temat gry „1984: Animal Farm” (wydanej w Polsce przez Kuźnię Gier), która w delikatny sposób nawiązuje do wspomnianego klasyka.
Sytuacja polityczna na świecie nie prezentuje się zbyt dobrze. Władzę przejęły bowiem zwierzęta, które obecnie toczą ze sobą zimną wojnę, czyli walczą o jak największe wpływy w niestabilnych regionach. Zadaniem graczy jest wcielenie się w postać jednego z liderów pięciu mocarstw i zdobycie przewagi na międzynarodowej arenie politycznej.


Zanim opiszę, co myślę o samej formie gry, zasadach i jej przebiegu, zacznę od moich wrażeń związanych z wyglądem tej pozycji. Już na pierwszy rzut oka widać, że wydawnictwo się postarało. Gra umieszczona została w dość mocnym, polakierowanym, prawie kwadratowym pudełku z niezwykle rzucającą się w oczy grafiką ewidentnie agresywnych zwierząt. W środku zawarto:
- planszę: mały karton, z mapką, wyznaczonymi miejscami na żetony, karty i odpowiednie znaczniki,
- 5 plansz graczy: każda posiada miniportret lidera i cztery strefy, na których umieszcza się potrzebne w trakcie rozgrywki elementy,
- 55 kart: poręczne, cienkie z adekwatnymi grafikami, zamknięte w dość ascetycznym opakowaniu słabszej jakości,
- 73 znaczniki: znaczniki to solidne, drewniane bryły w kilku kolorach i nie miałabym do nich żadnych zastrzeżeń, gdyby nie zbyt duża trudność w rozróżnieniu między czerwonym, a pomarańczowym,
- 112 żetonów: tekturowe, ale według mnie również dość wytrzymałe.
Do elementów potrzebnych w rozgrywce dołączono także instrukcję i tutaj pochwała ode mnie, bo jest ona zarówno w języku polskim, jak i angielskim. Kart z opisem znaczeń poszczególnych elementów dodano aż dwie, co jest sporym udogodnieniem zwłaszcza w trakcie pierwszych rozgrywek. Kolorystycznie, jak już wspomniałam, najbardziej irytowały mnie praktycznie nieodróżnialne barwy czerwona i pomarańczowa, jednak ogólnie graficzne wydanie zasługuje na pochwałę, gdyż jest dopracowane i estetyczne.

Przyznam szczerze, że początkowo, czytając instrukcję, obawiałam się, czy uda mi się na tyle przyswoić zasady, żeby czerpać przyjemność z prowadzonej rozgrywki. Wprawdzie przebieg gry rozpisano bardzo przystępnie, jednak 11-punktowy plan przygotowujący do rozpoczęcia zabawy oraz ilość rund, w których ciągle robi się coś innego, lekko mnie wystraszyły. Starając się nie uprzedzać od samego początku, bo w końcu nie o to przecież chodzi, zaangażowałam najbliższych i wspólnie weszliśmy w świat zwierzęcej zimnej wojny.

Rozgrywka przewidziana została na sześć lub dziewięć rund, w których narzucone zostają odgórne zachowania. Tak, jak napisałam na początku tej opinii, walka toczy się o rejony niestabilne, czyli o: Amerykę Środkową, Bliski Wschód, Indie, Australię i Afrykę, kontrolowane odpowiednio przez: Papugi, Osły, Słonie, Kangury i Lwy. W każdym z interesujących nas obszarów walczymy o znaczniki wpływów, które pozwolą później zakupić interesujące nas akcje lub wywołać rewolucję. Pozornie wydaje się być to dość prostą sprawą, jednak aby zdobyć jakiekolwiek wpływy, musimy negocjować, tzn. dogadywać z ludźmi, z którymi sojusze ugruntują naszą pozycję na świecie albo nawet wysuną nas na prowadzenie w tej walce o władzę. Szantaż, przekupstwo, obiecanki i oszustwa są tutaj raczej standardowym elementem zachowania uczestników, każdy przecież chce wygrać. Zapomniałabym wspomnieć, że do naszej dyspozycji mamy również szpiegów, którzy mogą lekko namieszać w działaniach naszych przeciwników.

„1984: Animal Farm” to przykład typowej gry negocjacyjnej, która przeznaczona jest dla osób lubiących pomyśleć w trakcie rozgrywki. Ponadto nie jest to tytuł, który polecałabym na imprezę lub jako luźną formę rozrywki. Tutaj należy planować, kombinować i knuć intrygi! Nigdy nie można być pewnym, czy któryś z przeciwników, mimo iż ma z tobą sojusz, nagle Cię nie wykiwa. Nie jest to z pewnością pozycja dla wszystkich, jednak gdy już się spodoba, dostarcza masę frajdy. Bezsprzecznie jej największymi plusami są: cena, jakość wydania oraz dość duża nieprzewidywalność.

Za egzemplarz dziękuję:

Share this:

, , ,

Komentarze

2 komentarzy:

  1. Ależ ja jestem do tyłu... Nie miałam pojęcia, że w ogóle wyszła taka gra :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie zbyt skomplikowana. ;) Damski blond móżdżek nie ogarnia tak skomplikowanych pozycji!

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad, a na pewno go przeczytam! :)

Jeżeli chcesz skomentować, pamiętaj o zachowaniu zasad kultury. Odpowiedzi z wulgaryzmami itp. będę usuwała.