Recenzja: Wojna damsko-męska

Człowiek ma czasami takie dni, kiedy czuje, że wszystko go drażni. Pogoda (za ciepło, za zimno, za wilgotno), ludzie (za głośni, z dziećmi, zbyt gadatliwi), jedzenie (zjadłam coś, co do końca nie było tym, co chciałam zjeść), a nawet bliska osoba (nie pozmywał, nie wysłuchał, nie kupił kwiatka). Moim lekarstwem na taki zgorzkniały i pełen zirytowania humor są romanse. Z przyjemnością zaszywam się pod kocem jedną ręką podjadając coś słodkiego, a drugą trzymając uspokajającą rozedrgane nerwy lekturę. Oczywiście nie każdy romans trafia w mój gust, jednak ostatnio kilka razy z rzędu udało mi się wybrać tytuł, który reprezentował sobą całkiem niezły, jak na ten gatunek, poziom. Książka "Wszystkie chwyty dozwolone" brytyjskiej pisarki Liz Fielding zdecydowanie zalicza się do tego grona.

Historia rozpoczyna się w momencie, gdy ojciec trzech córek i jednocześnie przewodniczący firmy Claibourne & Farraday z powodów zdrowotnych przechodzi na emeryturę. Nie byłoby to aż tak ważne wydarzenie, gdyby nie fakt, iż w wyniku dawnej umowy na czele przedsiębiorstwa nie może stać kobieta, a jedynie najstarszy męski potomek jednego z dwóch założycielskich rodów. W skrócie mówiąc, senior Claibourne odchodzi i chociaż przez szereg lat to przede wszystkim on i jego córki zajmowały się prowadzeniem firmy, żadna z nich nie może zastąpić ojca. Chyba domyślacie się, że nie są one zbytnio zadowolone z zaistniałej sytuacji? To teraz dołóżmy do tego trzech przystojnych mężczyzn z rodziny Farradayów, którzy są zmobilizowani przejąć C&F, które zgodnie z prawem im się należy. Romana, Flora i India contra Niall, Bram i Jordan, to mieszanka iście wybuchowa. Zwłaszcza, że każdej z dziewczyn zostaje przypasowany na miesiąc, jeden z potencjalnych, nowych właścicieli aby obserwować czy młode potomkinie rodu Claibourne dobrze wywiązują się ze swoich obowiązków.

"Wszystkie chwyty dozwolone" to trzy historie o trzech upartych siostrach, które mimo początkowych niechęci angażują się w relacje z trzema mężczyznami z rodu Farradayów. Każda z tych opowieści jest trochę inna tak, jak i różne są charaktery postaci w niej występujących. Gdybym miała wybrać, która z nich przypadła mi najbardziej do gustu, byłaby to ta o Romanie i Niallu. Ona specjalistka od marketingu, która żyje w ciągłym biegu, a on doświadczony już przez los bankier. Od początku czuć między nimi było przyciąganie, a dodatkową iskrę wywoływały docinki, które sobie nawzajem czynili. Zarówno ona jak i on stracili w przeszłości kogoś bliskiego, dlatego mimo rozbieżnych celów, szybko udało im się nawiązać nic porozumienia. Gdyby jednak pominąć ten jeden traumatyczny wątek ich historię opisałabym jako zabawną.

Teksty drugi i trzeci także były w porządku. Po Romanie czas nadszedł na Flory, projektantkę trendów dla marki C&F, która wraz Bramem wyruszyła w podróż na jedną z egzotycznych wysp aby zobaczyć nowe archeologiczne wykopalisko. Środkową z sióstr wyróżniało upodobanie do aseksualnego stylu oraz dość dobre umiejętności w maskowaniu własnych uczuć. Na szczęście drugi z Farradayów potraktował jej osobę jako swoiste wyzwanie, dzięki czemu oboje również dali się złapać w sidła uczuć. Na koniec oczywiście zostali najstarsi czyli India i Jordan. Więź, która powstawała między nimi była o tyle różna od pozostałych dwóch, że opierała się na obustronnym poczuciu samotności. Od wielu lat skupieni przede wszystkim na pracy i karierze z trudem zaakceptowali fakt, że czasem należy coś poświęcić w imię wyższych uczuć. 

Książka p. Fielding ma wszystko, co dobry romans posiadać powinien. Ciekawie zarysowane postacie o pozornie kontrastujących ze sobą charakterach, a jednak ze wspólnymi cechami. Element wywołujący problem, kilka zawirowań akcji i nieporozumień, a także całą gamę scen pozytywnie oddziałujących na czytającego. Szybko poczułam sympatię do bohaterek i bohaterów tej powieści, dlatego w trakcie zapoznawania się z nią ani razu nie byłam zirytowana ich zachowaniami. Fabuły wszystkich trzech tekstów były spójne i gładko się ze sobą łączyły. Pewnie jestem trochę pobłażliwa w odniesieniu do dialogów czy stylu, ale powiedzcie same, czy warto się tego czepiać mówiąc o romansach? Przecież każda z nas wie, że nie jest to literatura najwyższych lotów, która ma nas zmusić do przemyśleń. "Wszystkie chwyty dozwolone" jest według mnie świetną, kobiecą lekturą, którą warto polecić. Lekka, zabawna i pełna pozytywnych emocji zdecydowanie wprawiła mnie w dobry nastrój.


Za przyjemną książkę, z którą spędziłam miło czas dziękuję wydawnictwu:
tytuł: Wszystkie chwyty dozwolone

autor: Liz Fielding

wydawnictwo: Mira

ilość stron: 480

opis wydawcy: KLIK

Share this:

, , ,

Komentarze

9 komentarzy:

  1. Tak nawiązując do pierwszego akapitu to moim lekarstwem na zły humor jest czekolada. Na kompletną depresję pomaga czekolada plus kawa ;)
    Nie muszę się posuwać do aż tak desperackich kroków jak czytanie romansów :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na kobietę przystało martwię się o swą figurę więc romanse zamiast czekolady to wydaje mi się całkiem dobra opcja ;) A odnośnie kawy, przyznam się, że z powodów zdrowotnych nie bardzo wolno mi ją pić :( (chociaż lubię).

      Swoją drogą- Twoje komentarze zawsze wywołują we mnie jakieś emocje xD Ogromnie mi się podoba fakt, że nie używasz w nich standardowego "przeczytam/ nie przeczytam" tylko odnosisz się do postów osobiście :)))))

      Usuń
    2. Ja też niby nie powinienem - jakieś tam nadciśnienie ponoć mam :) Ale to jest nałóg z którego prawdopodobnie nie dam rady zrezygnować - póki co zdołałem się tylko ograniczyć. W wakacje być może zrezygnuję z siłowni i trochę pobiegam, poskaczę, ewentualnie pojeżdzę na rowerze :) Może to coś da :)

      Swoją drogą - bardzo się cieszę ;D

      Usuń
  2. Lubię czasami sięgać po takie lżejsze i odprężające lektury, przy których nie trzeba wysilać zbyt mocno szarych komórek. Myślę, że kiedyś zapoznam się z "Wszystkie chwyty dozwolone".

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasem też mam ochotę na takie romanse. Ta książka mnie nie interesowała wcale. Ale po Twojej recenzji widzę, że może to być naprawdę dobra lektura. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmm... jakoś nie ciągnie mnie do tej książki, może kiedyś się przekonam do niej..

    Zapraszam do siebie: in-corner-with-book.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. No masz ci los.. A ja z niej zrezygnowałam :P Jestem jej ciekawa, ale w sumie nie mam jakiejś nagłej potrzeby na nią :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetna książka dla relaksu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Aż zaczynam żałować, że jej nie wybrałam jak miałam możliwość... No cóż trudno:)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad, a na pewno go przeczytam! :)

Jeżeli chcesz skomentować, pamiętaj o zachowaniu zasad kultury. Odpowiedzi z wulgaryzmami itp. będę usuwała.