Nowości na półce #7,5 + urlop z literackimi akcentami

Jak już na pewno zdążyliście zauważyć ostatnio znów nastąpiła niewielka przerwa w publikowaniu tego, co myślę o książkach. Tym razem spowodował ją jednak nie leń (szok!) czy brak weny, a urlop. Wyczekiwany i długo planowany wyjazd na wyspę, z której pochodzą m. in. znikający kot z dość charakterystycznym uśmiechem, chłopiec, który nie chciał dorosnąć oraz pewien sławny ze swych metod dedukcji detektyw. Tak, siedziałam sobie tydzień w Wielkiej Brytanii- a dokładniej w Londynie podziwiając widoczki i odwiedzając kolejne zabytki.

Miejsc które zwiedziłam było wiele i nie ukrywam, że każde w jakiś sposób mnie zachwyciło. Wam jednak wspomnę tutaj wyłącznie o tych, które w jakiś sposób nawiązują do literatury- bo przecież Bazgroły o tym przede wszystkim mają traktować :)


Na Pokątną! Czyli ruszamy śladami Harrego Pottera


Znana nam ulica Pokątna, gdzie Harry oraz inni czarodzieje
Pokątna
zaopatrywali się w różdżki, księgi zaklęć czy w zwierzęcych pupili, tak na prawdę nosi nazwę Cecil Court i znajduje się przy pełnej księgarni i antykwariatów trasie Charing Cross Road. Szczęśliwie udało nam się na nią trafić, ponieważ wypatrując miejsca, w którym planowałam wymienić zgromadzone oszczędności na książki, wzrok mój przykuł znak informujący, iż znajduję się w miejscu będącym inspiracją dla J.K. Rowling. Takie tabliczki to moim zdaniem warta uwagi inicjatywa, która pomaga osobom spoza danego miejsca dowiedzieć się o nim i jego historii trochę więcej niż jest zamieszczone w przewodniku.


Widok na prawdziwą Pokątną
Patrząc na Cecil Court przyznać muszę, iż w ogóle nie zdziwił mnie fakt, że właśnie ta uliczka pobudziła wyobraźnię autorki. Pełna ślicznych szyldów i wystaw kusi bowiem wyjątkowymi wydaniami książek (m. in z autografami autorów) i równocześnie w magiczny sposób przyciąga swoim klimatem. Zaintrygował mnie jednak brak turystów w tym miejscu, gdyż podejrzewałabym, że Potteromaniacy znajdą się tam chociaż po to, by jak my zrobić sobie zdjęcie pamiątkowe. A tu, jak zresztą widać- pustka. No cóż narzekać nie będę, bo przynajmniej nie musiałam przeciskać się przez tłum, ani stać w kolejce, co miało miejsce na Kings Cross...

Taaak... aby wejść w ścianę i dostać się na peron 9 i 3/4, z którego odchodził pociąg do Hogwartu czekałam prawie godzinę. Na szczęście pobyt w kolejce umilali nam ludzie z obsługi sklepu z gadżetami Harrego Pottera. Każdy fan na potrzeby zdjęcia mógł pożyczyć sobie od nich szalik wybranego domu, a samą fotografię robił (oprócz bliskiej nam osoby) również wyznaczony profesjonalista. Tak utrwaloną, pełną radości chwilę przekazywano do sklepu, gdzie można było ją od razu wywołać i zakupić wraz z tematyczną ramką. Zarówno ja, jak i D. pokusiliśmy się o taką pamiątkę (mimo iż zrobiliśmy sobie też zdjęcia naszym aparatem ;). Radości było mnóstwo, a panowie ze sklepu dodatkowo namawiali do robienia głupich min lub pełnych ekspresji póz, by zdjęcia były jeszcze bardziej niepowtarzalne i niezapomniane.

Sam sklepik natomiast oferował przede wszystkim mnóstwo różnych gadżetów. Były różdżki w każdym możliwym rozmiarze (z wyszczególnieniem tych, należących do bohaterów serii), koszulki, bluzy, szaliki, kubki, długopisy, magnesy, przypinki i oczywiście książki. Ja też, chociaż mam już całą serię Pottera po polsku nie mogłam przejść obojętnie obok wydania oryginalnego i zakupiłam pierwszy tom przygód czarodzieja, który zobaczycie w stosiku na koniec ;)

Chwile na King's Cross wspominam jako jedne z najprzyjemniejszych w trakcie tego wyjazdu, gdyż atmosfera im towarzysząca była autentycznie magiczna!

"You see, but you do not observe. The distinction is clear." z wizytą u Sherlocka

Kolejnym miejscem nawiązującym do literatury było muzeum Sherlocka Holmesa usytuowane oczywiście na Baker Street 221b, czyli tam gdzie mieszkał uwielbiany przez wielu detektyw. Kolejka do wejścia również i tutaj była dość długa (czekaliśmy ok 1,5-2 godz) jednak uwierzcie, znów było warto. 

Pierwsze piętro to pokoje, w których urzędował detektyw wraz ze swym przyjacielem Watsonem. Wraz z D. byliśmy pozytywnie zaskoczeni ilością gadżetów podkreślających autentyczność miejsca. Fajka, sławna czapka, skrzypce czy dziury w ścianie (pamiątka po zabawie Sherlocka) od razu wzbudziły zachwyt zwiedzających i wywołały lawinę fleszy (również i naszych) zwłaszcza, że wiele z nich mogliśmy dotknąć czy użyć na potrzeby zdjęcia.

Pies Baskervillów
Kolejne piętra także były interesująco urządzone, jednakże nawiązywały już bardziej do konkretnych przygód, niż do życia Sherlocka w kamienicy. Figury woskowe bohaterów, różne wydania książek, flakoniki z substancjami, dowody zbrodni, ilustracje czy nawet głowa psa Baskervillów- to tylko kilka rzeczy, o które mogliśmy tam obejrzeć.
Gdy zwiedziliśmy kamienicę udaliśmy się do sklepiku znajdującego się zaraz obok muzeum. Tak, jak wcześniej w przypadku Pottera fani mogli w nim kupić dosłownie wszystko, co tym razem związane było z powieścią sir Arthura Conana Doyle'a. Gdyby tylko człowiek miał jeszcze na to górę pieniędzy... My ograniczyliśmy się do jednej książki, chociaż mieliśmy w planach  jeszcze czapkę Sherlocka. Niestety jej cena przekroczyła nasz budżet.

Różności

Ponieważ lubię biblioteki i z wielu korzystam nie byłabym sobą, gdybym nie poszła obejrzeć Biblioteki Brytyjskiej, jednej z dwóch największych bibliotek na świecie. Budynek (widoczny na zdjęciu) i ilość zbiorów zrobiły na mnie ogromne wrażenie, aż żałowałam, że nie mam czasu aby móc się w nie zagłębić na dłużej...



W Piotrusiu Panie kochałam się w dzieciństwie (zajmował pierwsze miejsce listy moich wymarzonych chłopaków wraz z Mamoru z Czarodziejki z Księżyca!), dlatego nie mogłam sobie podarować odwiedzenia go, a dokładniej jego pomnika w ogrodach Kensington.

W trakcie, któregoś spaceru udało nam się też zahaczyć o niewielki akcent Dickensowski. Mimo iż mieliśmy w planach muzeum tego pisarza, to z braku czasu nie daliśmy rady już go odwiedzić. Na szczęście gdzieś na trasie przypadkowo natrafiliśmy na jego pamiątkową tablicę, którą widzicie na zdjęciu. Prawda, że ładna?

Nowości na półce

Z Londynu wróciłam oczywiście z kilkoma pamiątkami, wśród których znalazły się także książki.

Są wspomniani Potter i Sherlock. Do tego drugi tom serii Ally Condie Crossed, ponieważ pierwszy wydany przez Prószyńskiego bardzo mi się podobał i chcę się dowiedzieć, co dalej ;) Kolejny BRYSON- bo to mój ulubiony pisarz. Do tego 2 tomy z serii Brzydcy, której nie mogłam dostać w Polsce i 3 tytuły z klasyki (Piotruś Pan, Alicja w Krainie Czarów i Portret Doriana Greya). Serię Horrible Histories czytałam w młodości, dlatego z chęcią wzbogaciłam się o jej kolejne tomiki w oryginale, gdyż to zawsze była dla mnie lekka i zabawna lektura. Snuff- Pratchetta i The Yard- wziął D.

Cieszę się, ze miałam możliwości kupić te tytuły, chociaż gdyby nie ograniczenia bagażowe pewnie wzięłabym jeszcze w oryginale coś Wellsa i Lovecrafta. I inne książki Brysona. I sióstr Bronte. I.. i... i...

Pobyt w Londynie był cudowny i będę go z przyjemnością wspominała. Dodatkowo pochwalę się cicho, że wróciłam z niego z pierścionkiem na strategicznym palcu więc tym bardziej będzie mi się ten wyjazd przyjemnie kojarzył :)
Teraz pozostaje się zabrać do pisania recenzji, bo oczywiście urlop urlopem, ale książek czytać nie przestałam!

Share this:

,

Komentarze