Recenzja: Kto nadaje się na księżniczkę i dlaczego książę ma fochy.

Zanim sięgnęłam po Elitę jeszcze raz przemyślałam, co tak naprawdę podobało mi się w Rywalkach i czy jest sens zapoznawać się z ich kontynuacją. Wyszło na to, że rzeczywiście nie było najgorzej, więc czemu by nie sprawdzić, jak te całe eliminacje zostały dalej poprowadzone. 

I tak straciłam 3 godziny snu, ale zyskałam przekonanie, że ze mną poważnie jest chyba coś nie tak. Wciągnęło mnie. Chyba nawet bardziej niż przy pierwszym tomie. 

Krótko o treści: America Singer dalej przebywa, jako jedna z kandydatek w pałacu. Jednak jej sytuacja nie jest najlepsza. Zamiast bowiem koncentrować się jedynie na uczuciu do Maxona, dziewczyna miota się między nim a Aspenem, który nie zamierza oddać nastolatki walkowerem. Sytuacji nie polepsza fakt, że książę ma swoje sekrety, a po pałacu biegają inne dziewczęta, które ze wszystkich sił również starają się zbliżyć do następcy tronu. Aż mi się ciśnie na usta: taka sytuacja (dobra, ta recenzja nie będzie zbyt poważna, ale inaczej nie mogę jej napisać).

Zacznijmy więc od słabych stron tej książki.

Bohaterowie dalej są straszni.
Nie pokuszę się o stwierdzenie, że wszyscy, bo na przykład włoskie księżniczki pojawiają się tylko przez chwilę, więc nie mogę ich ocenić na podstawie jednego dialogu. Dodatkowo rozbawiła mnie scena z jedną z buntowniczek, więc jej także nie chciałabym niczego ująć, bo może się jeszcze pojawi. Doprecyzuję więc: GŁÓWNI bohaterowie są straszni. America zachowuje się jakby miała 12 a nie 17 lat i ma momentami TAK BARDZO wyssane z palca problemy, że gdybym mogła na chwilę wejść do książki to autentycznie strzeliłabym jej w twarz dla otrzeźwienia. "O nie... on rozmawia z tą!", "On mnie już nie kocha, bo uczy tamtą strzelać z łuku!". "Co z tego, że wyznał mi miłość, skoro robi cośtam cośtam", "Nic nie wyjaśnię, o nic nie zapytam, bo to jasne, że już mnie nie kocha". Swoją drogą księciunio jest w tej książce niewiele lepszy. Niby pewny swoich uczuć, niby daje Americe czas na podjęcie decyzji, a jednak momentami odnosi się wrażenie, jakby coś na boku kombinował. Najgorszy jest jednak w tym wszystkim wciśnięty na siłę do historii Aspen. Ten chłopak od samego początku był strasznie słabo przedstawiony przez autorkę, a w drugim tomie nie zyskuje praktycznie nic. Wyobrażam go sobie, jako pustogłowego mięśniaka, który chce być z Americą z przyzwyczajenia i braku kogoś innego pod ręką. 

I tu muszę przejść do kolejnego irytującego elementu: przedstawienie uczuć głównej bohaterki do chłopaków. 
To nie wybór przyszłej królowej, a raczej decyzja, którą musi podjąć America (Aspen czy Maxon) napędza akcję w tym tomie. Z Aspenem łączy dziewczynę przeszłość, plus czuje się przy nim bezpieczna i traktuje go, jak pewną stałą w swoim życiu. Miłość do Maxona to z kolei coś nowego i ekscytującego. 
Jednakże Aspen złamał jej już raz serce, a Maxon jest następcą tronu, więc po ślubie z nim musiałaby stać się królową. Czyli w sumie: tak źle i tak niedobrze. America jednak odnajduje się w tej sytuacji i pomiędzy biadoleniem raz na jednego, raz na drugiego po prostu... korzysta z życia. Wygląda to w następujący sposób: jak jest szansa to urządza sobie małe tête-à-tête z księciem, a gdy go nie ma rzuca się w objęcia byłego chłopaka. Żyć nie umierać. No chyba, że ktoś ją przyłapie z gwardzistą, wtedy to raczej umierać, albo przyjąć ostrą chłostę (zakładając, że książę się nie obrazi za zdradę) i degradację klasową. Ale kto by się tym przejmował? 
I tu dochodzimy do sedna: ja się przejmowałam! Można nie umieć podjąć decyzji, ale żeby od razu tak obściskiwać się z dwoma? Nie mogłaby dać sobie na wstrzymanie przez ten czas, zanim się zdecyduje? 

Już sobie ponarzekałam, więc teraz powiem co tę książkę broni.

No to przede wszystkim okładka (taki żarcik)*.
A tak na poważnie, to ciężko jest mi stwierdzić, co konkretnie broni tę książkę. Jest to tym bardziej dziwne, ponieważ przeczytałam ją przecież do końca i nawet chcę sięgnąć po tom trzeci. Podejrzewam, że w jakiś sposób autorce po prostu udało się zawrzeć w tej powieści niemożliwe do określenia TO COŚ. 
Elita ma bowiem TO COŚ w atmosferze, co sprawiło, że w trakcie czytania odczułam wiele różnych emocji. Współczułam jednej z zawodniczek, gdy spotkało ją, to czego niestety można było się spodziewać. Kibicowałam Americe przy prezentacji projektu charytatywnego i zaśmiałam przy scenie z rebeliantką. Lekko zazdrościłam nastolatce też bliskości z jej służącymi. Mimo wad w charakterach dopingowałam również duchowo związkowi głównej bohaterki z Maxonem (Aspen autentycznie jest nudny). 
Na plus oceniam również fabułę, która nie jest na siłę przeciągana i posiada wiele urozmaiceń (ataki buntowników, zadania dla dziewczyn, randki z księciem, zakazana miłość itd). 
Styl autorki i język jakim się posługuje są przyjemne i lekkie, czyli adekwatne do historii.
Ukrywać nie będę, że przy książce trzymała mnie też ciekawość: która z dziewczyn odpadnie i dlaczego? Czy Maxon podejmie ostateczną decyzję? Czy America się ogarnie i zacznie zachowywać poważniej? Co z rebeliantami i sytuacją polityczną kraju?

Ta książka jest przewidywalna, a jej główne postacie irytujące. Ma ona jednak również sporo uroku, swoisty wewnętrzny magnetyzm i ciekawą fabułę. Nadal trzymam się opinii, że to pozycja dla młodszych wiekowo nastolatek, ale nie wyprę się tego, iż i mnie przypadła do gustu. Elita okazała się być przyjemną lekturą, dodatkowo na tyle interesującą, że  mimo wspomnianych wad udało jej się zatrzymać mnie przy sobie do samego końca. 

Ta księżniczkowa historia może nie zaskakuje, ale też nie odrzuca ani nie nuży. Pomimo iż parka America&Maxon ma swoje wady ja i tak jej kibicuję. Z chęcią dowiem się jak i czy w ogóle im się ułożyło ;)

Team Maxon&America!

* Chciałabym mieć kiecki, które są na okładkach tej serii!!!

tytuł: Elita
autor: Kiera Cass
wydawnictwo: Jaguar
ilość stron: 328
cena: 37, 90zł
data wydania: maj 2014



Share this:

, , ,

Komentarze

2 komentarzy:

  1. Elity jeszcze nie czytałam, a Rywalki, pomimo że naprawdę przeciętne, jeśli chodzi o fabułę, zwłaszcza bohaterów, to i tak w jakiś dziwny, magiczny sposób zachęcają do dalszego czytania. Mniemam, iż autorka zaprzedała duszę diabłu za to. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie no, opis głównej bohaterki to normalnie opis Belli ze "Zmierzchu" :) Ale mimo to jestem zaciekawiona...

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad, a na pewno go przeczytam! :)

Jeżeli chcesz skomentować, pamiętaj o zachowaniu zasad kultury. Odpowiedzi z wulgaryzmami itp. będę usuwała.