Recenzja: Każdy ma swoją historię

Dobrych powieści obyczajowych przewinęło się w moim życiu dotychczas niewiele. Dodatkowo prawie wszystkie znalazły się w moich rękach całkowicie przypadkowo. Sto imion jako jedno z nielicznych wybrałam świadomie zachęcona opisem na okładce. 

Kitty Logan w pogoni za sensacją zniszczyła życie niewinnego człowieka. Wprawdzie nie było to może do końca jej intencją, jednak wystarczyło, że w ogromnym podekscytowaniu za słabo sprawdziła swoje źródła, a z dnia na dzień jej kariera zawisła na włosku. Przy pomocy tego jednego reportażu udało jej się równocześnie zawieść rodzinę i stracić chłopaka. Ostatecznym ciosem okazała się jednak opinia najbliższego przyjaciela, według którego Katherine zmieniła się na gorsze i zamiast przeprosić poszkodowanego mężczyznę potrafi jedynie egoistycznie użalać się nad sobą. Jakby tego było mało podłe samopoczucie zwiększa w kobiecie świadomość, że jest tchórzem, gdyż odkąd jej umierająca przyjaciółka i redaktorka znalazła się w szpitalu Kitty ani razu nie poszła jej odwiedzić. 

Pierwsze strony tej książki przedstawiają główna bohaterkę w dość kiepskim świetle. Egoistyczna, tchórzliwa, idąca po trupach do celu.
Typowa hiena dziennikarska. W toku kolejnych wydarzeń okazuje się jednak, że nie zawsze taka była i wcześniej jej celem było pisanie prawdziwych, ludzkich historii. Kate otrzymuje od losu szansę powrotu na dawne tory. A wszystko za sprawą tajemniczej listy 100 nazwisk, które przed śmiercią przekazuje jej przyjaciółka (spis ten miał być podstawą do jej artykułu). Co jednak planowała pozostaje tajemnicą, gdyż swoim zamysłem z nikim się wcześniej nie podzieliła. Kitty musi więc w 2 tygodnie dojść do tego, co łączy ze sobą setkę całkowicie obcych osób. Musi, ponieważ jej tekst ma być hołdem dla zmarłej redaktorki i równocześnie tekstem, który może ją zrehabilitować w oczach nowego szefa.

Przyznam się, że w pierwszym momencie główna bohaterka działała mi mocno na nerwy. Autorka wykreowała ją bowiem w sposób, którego nie znoszę- na egoistkę zapatrzoną w swoje uczucia i potrzeby. Kobieta ta zniszczyła komuś życie, a cały czas myślała wyłącznie o tym, jak bardzo zaszkodziła swojej pracy. Na szczęście później, gdy zajęła się listą, powoli zaczęła zyskiwać w moich oczach. Z dnia na dzień coraz mocniej angażowała się w zlecone jej zadanie i robiła to z prawidłowych pobudek- aby uczcić zmarłą, bliską jej redaktorkę. Z czasem Katherine zaczęła również dostrzegać swoją winę i rozumieć popełniony błąd, tym samym odnajdują w sobie w końcu uczucie empatii. Stała się na powrót dobrym człowiekiem z pasją do swojego zawodu. 

Tym jednak, co było autentycznie fascynujące w tej książce okazali się być ludzie z listy. Chociaż Logan dotarła tylko do niewielkiej ich liczby to i tak każdy był ogromnie interesującą jednostką. Ich prywatne historie były jednocześnie bardzo realne i niesamowite. Autorka z wprawą zarysowała charakter i życie każdego z bohaterów tak, że w trakcie czytania ciężko było się w nie nie zaangażować.

Sto imion to jednak historia nie tylko o ludziach lecz również o poszukiwaniu. Kate szuka dawnej siebie, inspiracji i odwagi aby dalej pisać. Bohaterzy jej artykułu szukają miłości, zrozumienia, aprobaty... (mogłabym wymienić jeszcze więcej, ale po co zdradzać zbyt wiele). Oczywiście niektórym  kibicowałam bardziej innym mniej, jednak każda z występujących w tej historii osób była dla mnie w równym stopniu interesująca.

Przyjemna i wciągająca to była lektura. Udało mi się przy niej odprężyć i równocześnie poprawić humor dobrą opowieścią o zwykłych ludziach. Bo to własnie oni, przeciętni zjadacze chleba i ich życie byli tutaj najciekawszym elementem. Mam nadzieje, że inne książki tej autorki trzymają równie dobry poziom, gdyż z pewnością po nie sięgnę.

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu:
tytuł: Sto imion
autor: Cecelia Ahern
wydawnictwo: Muza
ilość stron: 448
cena: 39,99
data wydania: 2014-05-03

Share this:

,

Komentarze

5 komentarzy:

  1. Dobre wydawnictwo, piękna okładka, dobra recenzja.. Czego chcieć więcej?
    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Pocieszające, że bohaterka jednak ma też jakieś dobre strony, bo po opisie wnioskowałabym, że to kawał suki. Może dam szansę Stu imionom - w końcu inna książka Ahern (Pora na życie) totalnie mnie zauroczyła :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo podobała mi się ta powieść, opisywała piękna i mądrą historię, chociaż faktycznie Kitty faktycznie na początku psuła mi nerwy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam duży problem z Kitty, bo - podobnie jak Tobie - działała mi na nerwy niemal przez cały tekst. W sumie do samego końca nie polubiłam jej tak całkiem. ;) Za to siłą okazali się inni bohaterowie i ogólny wydźwięk książki. Dawno nie miałam w rękach tekstu o tak pozytywnym ładunku energetycznym. :)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad, a na pewno go przeczytam! :)

Jeżeli chcesz skomentować, pamiętaj o zachowaniu zasad kultury. Odpowiedzi z wulgaryzmami itp. będę usuwała.