Recenzja: Miasto mroku

Nigdziebądź autorstwa Neila Gaimana to historia, którą zaczytywałam się będąc nastolatką, a później kilka razy odświeżałam sobie już jako studentka. Niesamowicie wykreowane miejsce akcji: Londyn Pod i Nad oraz ludzie, którzy znikają i pojawiają się przechodząc przez magiczne drzwi w pełni mnie oczarowali i zachwycili. Całkowicie przesiąkłam tą niezwykłą nakreśloną przez Gaimana atmosferą i miastem będącym miejscem pełnym niespodzianek i tajemnic. 

W ogóle nie spodziewałam się, że nowa powieść Piotra Sendera będzie czymś jeszcze mocniejszym i ciekawszym, a równocześnie na tyle podobnym do tak lubianego przeze mnie Nigdziebądź, że dosłownie zostanę przez z nią pochłonięta.

Jesteśmy w Olsztynie, gdzie poznajemy sponiewieranego przez życie Aleksa walczącego ze smutkiem i goryczą, które opanowały go po tym, jak rok wcześniej zaginęła jego ukochana żona. Sytuacja jest dla niego trudna, a czas zdaje się wcale nie goić jego ran, mimo to mężczyzna w końcu decyduje się jakoś pogodzić ze stratą. Niestety jak na złość na jego drodze staje niespodziewanie starszy człowiek (przedstawia się jako Prestor) proponujący mu układ, w ramach którego Aleks otrzymałby informacje, co się stało z jego żoną. Mimo iż zarówno starzec, jak i sama oferta wydają się być dość niepokojące, równocześnie kuszą, gdyż zniknięcia Moniki nikt nie był w stanie wyjaśnić. Jeszcze dziwniej robi się jednak, gdy Aleks przegrywa z nieznajomym w karty swoją Wiarę...

Po lekturze tej książki moją głowę opanowały dwie sprzeczne myśli:

- koniecznie muszę pojechać do Olsztyna i pochodzić śladami bohaterów!
- NIGDY W ŻYCIU, nie pojadę do Olsztyna, bo a nóż widelec Sender miał jakieś przeczucia w trakcie pisania...?

Olsztyn, gdyż to przede wszystkim samo miasto jest w tej historii bohaterem, został wykreowany przez pisarza, jako miejsce pełne zła i udręki. Jest to plac boju, swoisty czyściec i mroczna kraina w jednym. Starówka, po której poruszają się cienie; wspomnienie po rzece Łynie, Stary Dwór, Podmiasto- każdy z elementów miasta oszałamia i budzi grozę jednocześnie. Niewątpliwie Piotr Sender ma dar do tworzenia niesamowicie plastycznych opisów, który dodatkowo został wsparty kilkoma świetnymi ilustracjami (przy okazji dodam, że powinno ich być więcej!). Wszystko w tej historii jest detalicznie wręcz zaprezentowane, niezależnie czy chodzi o wspomnienie Aleksa, czy o jedną z kryjówek, w której wraz z innymi musi się przyczaić. Gdybym miała wybrać, to na mnie najmocniej zadziałał opis sceny z Jezusem w roli pożerającego ludzi potwora. Rozciągająco- rwąco- chrupiąco- krwawiąca masakra. Czytając ją widziałam dosłownie WSZYSTKO w mojej głowie, co było jednocześnie autentycznie straszne, ale również niesamowite. To między innymi właśnie ta towarzysząca mi w trakcie całej lektury, mieszanka niepokoju i fascynacji nie pozwoliła mi odłożyć książki na bok.


Na postacie w tej powieści, także nie mogę narzekać. 

Po przeniesieniu się Aleksa na drugą stronę tytułowego cienia czyli do drugiej wersji Olsztyna, staje się on częścią sformowanej już tam grupy. Każdy z jej członków jest przedstawiony na tyle, żeby czytelnik coś się o nim dowiedział, ale równocześnie nie przytłoczył swoją historią Aleksa, gdyż to on jest postacią pierwszoplanową i wokół niego toczy się cała fabuła. Każde zachowanie głównego bohatera jest odpowiednio umotywowane i zrozumiałe w kontekście tego, co przeżył. Mimo iż początkowo mężczyzna bywa lekko irytujący i dość krótkowzroczny, to w trakcie rozwoju całej powieści nie sposób nie zacząć mu współczuć i kibicować. Z ciekawych postaci muszę jeszcze wspomnieć o Romce, która wraz ze swymi podopiecznymi w postaci niesamowitych kotów ratuje kilkakrotnie bohaterów, chociaż niekoniecznie robi to z własnej woli. Nie wiem czemu, ale to właśnie ona była dla mnie jedną z najbardziej magicznych istot w tej książce.

Po drugiej stronie cienia to nie tylko niesamowity Olsztyn i dobrze wykreowani bohaterowie. To również spójna i trzymająca w napięciu historia z niesamowitym zakończeniem, które to zmienia całkowicie sposób odbierania całej powieści. Przebieg akcji i stopniowanie związanego z nią napięcia zostały gruntownie przemyślane, czego wynikiem okazała się logiczna, lekko mroczna i całkowicie fantastyczna historia. Ja nie nudziłam się przy niej ani przez chwilę.


Czekam na kolejną część i polecam, polecam, polecam!




Za możliwość przeczytania ogromnie dziękuję wydawnictwu:
UROBOROS

tytuł: Po drugiej stronie cienia
autor: Piotr Sender
wydawnictwo: Uroboros
ilość stron: 336
cena: 39,90
data wydania: 2014-03-05 

Share this:

, ,

Komentarze

4 komentarzy:

  1. Jeżeli książka w jakikolwiek sposób nawiązuje czy kojarzy się z "Nigdziebądź", to biorę ją w ciemno! A tu w dodatku nasze swojskie klimaty - strasznie mnie zaciekawiłaś:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam "Nigdziebądź", które mnie oczarowało, więc skoro powyższa książka jest w pewnym sensie podobna to dlaczego mam ją sobie odpuścić? Zwłaszcza, że po Twoim tekście widać, że jest to naprawdę mocna i świetna powieść! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Brzmi bardzo ciekawie, chociaz autora nie znam. Nawiązując do Gaimana to czytam właśnie "Amerykańskich bogów"

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad, a na pewno go przeczytam! :)

Jeżeli chcesz skomentować, pamiętaj o zachowaniu zasad kultury. Odpowiedzi z wulgaryzmami itp. będę usuwała.