Recenzja: Postrzelona złodziejka

Postrzelona, Adrienne Satti, Madeleine. Nie ważne, pod jakim imieniem pojawia się ta dziewczyna zawsze towarzyszą jej kłopoty.

Najpierw mieszkała na ulicy. Później przez chwilę była arystokratką. Los sprawił, że stała się główną podejrzaną w sprawie o morderstwo oraz jedyną wyznawczynią zapomnianego boga Olgun'a. Wszystko, czego doświadczyła nauczyło ją, iż powinna liczyć przede wszystkim na siebie. 
Stała się złodziejką, która wie, jak zadbać o to, by jej sakiewka nie była pusta.

Mimo iż wpadanie w tarapaty to dla niej codzienność, ostatnio ich częstotliwość z nieznanych przyczyn jeszcze bardziej się zwiększyła. Dziewczyna próbuje więc dociec, kto i dlaczego za tym stoi, a także jaki ma z tym związek nagły przyjazd Arcybiskupa do miasta.
Nie wie ona jeszcze, że kluczem do zrozumienia całej sytuacji jest jej własna przeszłość.

Wrażenia i rekomendacje
Powieść fantastyczno-awanturnicza? Jeśli istnieje oficjalnie taki gatunek, to właśnie Pakt złodziejki go reprezentuje. Wartka akcja jest znakiem rozpoznawczym tej historii, w której ani przez chwilę fabuła nie stoi w miejscu. Kradzieże, próby mordu, bijatyki i ucieczki przeplatają się ze sobą nadając bardzo szybkie tempo kolejno rozgrywającym się wydarzeniom.



Postrzelona miała dotychczas ciężkie życie, które ukształtowało ją na upartą osóbkę ze skłonnościami do brawury. Dziewczyna lubi ryzykować i często podejmuje się czegoś, co dla kogoś innego byłoby czynem szalonym. Mimo bycia złodziejką ma ona jednak również swój prywatny system wartości, który na przykład przy ucieczce z więzienia nie pozwala jej uwolnić innych pojmanych, bo a nóż, któryś z nich byłby prawdziwym złoczyńcą? Dziewczyna jest, energiczna, szczera i lojalna względem osób jej bliskich, dlatego bez problemu udało jej się wzbudzić moją sympatię. Również jej przyjaciółka, lekko niepełnosprawna właścicielka karczmy Genevieve została wykreowana na przyjemną w odbiorze bohaterkę. Z osób, które mają potencjał rozwinąć się w niezwykle interesujące charaktery, dostrzegłam w tej historii dwóch mężczyzn: Renarda Lamberta oraz majora Juliena Bouniarda. Obaj odgrywają jakąś rolę w tej książce, jednak mam wrażenie, że ich moment dopiero nadejdzie (a przynajmniej mam taką nadzieję). 

Fabuła tak, jak mniej więcej opisałam w streszczeniu, krąży wokół wydarzeń z przeszłości Postrzelonej, które związane są równocześnie z tym, co dotyka bohaterkę współcześnie. Jest to dość zawikłane wyjaśnienie, ale po części taka też jest ta opowieść. Przebieg zdarzeń zaprezentowany zostaje z kilku perspektyw czasowych (pod każdym tytułem rozdziału dostajemy adnotację, kiedy rozgrywa się akcja w nim zaprezentowana). Ze swojej strony powiem, że strasznie mnie to irytowało, gdyż nie znoszę sytuacji, gdy w historii nie ma chronologii i autor zmusza mnie do cofania się w czasie. Tutaj skaczemy latami dokładnie co rozdział, przez co czytanie (jakoś do połowy książki, później się w miarę przyzwyczaiłam) przysparzało mi więcej męki niż przyjemności. Musiałam pamiętać kto z kim i kiedy rozmawiał, żeby zrozumieć, jakie zdarzenia miały wpływ, kiedy i na co. Fakt, że mam problemy z zapamiętywaniem nazwisk utrudniał mi momentami odbiór tej lektury (nazwiska były dość mało charakterystyczne i nie mogłam ich z niczym skojarzyć), dlatego dodatkowe utrudnienie w postaci chaosu w czasie akcji nie zostało przeze mnie zbyt radośnie przyjęte. 

Pomimo iż fabuła w tej książce pełna jest wartkiej akcji, przez dłuższy czas nie mogłam się w nią zaangażować. Po części podejrzewam, że chodziło o te zmiany lat. Innym powodem było prawdopodobnie wrzucenie mnie, jako czytelnika w sam środek wydarzeń już od pierwszych stron bez jakichkolwiek początkowego wprowadzenia. Tutaj za przykład posłuży mi Olgun czyli przyczepione na stałe do Postrzelonej bóstwo. Skąd on się wziął? Czemu przesyła on tylko emocje, a nie mówi? Dlaczego on jej w ogóle pomaga? Nic nie zostało powiedziane i trzeba było po prostu przyjąć ten fakt do wiadomości. Oczywiście w trakcie lektury wszystko się wyjaśnia, jednak ja akurat nie przepadam za takimi rzutami na głęboką wodę.

Muszę tutaj również dodać, że jak na książkę skierowaną do młodzieży, język i styl pisarza jest dużo bardziej złożony i bogatszy niż w innych pozycjach z tego gatunku. Działa to według mnie oczywiście na korzyść tejże powieści, gdyż realia, w których rozgrywa się akcja są przez to ładnie dopracowane, a wszelkie opisy bardzo plastyczne.

Pakt złodziejki w żadnym wypadku nie jest słabą książką. 
Wiem, że z mojej recenzji może wynikać, całkiem coś innego, ale podkreślam u mnie duży wpływ na całość miały te przeskoki w czasie. Podejrzewam, że gdyby wszystko było poukładane po kolei nie miałabym na co ponarzekać. Jest to bowiem książka, w której wiele się dzieje, są interesujący bohaterowie, magia, starożytni bogowie, a nawet demon! Jestem pewna, że znajda się osoby, które nie będą miały takiego problemu, jak ja i przeczytają tę powieść od początku do końca z przyjemnością. Nawet będę im tego trochę zazdrościć!


tytuł: Pakt złodziejki

autor: Ari Marmell
wydawnictwo: Fabryka słów
ilość stron: 379
cena: 37,90
data wydania: 2014-05-30

Share this:

, ,

Komentarze

6 komentarzy:

  1. Oj, leci na listę "must have". Tyle, że ta lista robi mi się coraz dłuższa...

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja droga ta lista zawsze robi się coraz dłuższa :D I jakoś nigdy z niej nie ubywa...

    OdpowiedzUsuń
  3. Mimo, iż nie jest to mój typ literatury to chętnie bym zajrzała.

    OdpowiedzUsuń
  4. Coś dla mnie! Muszę się rozejrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo chcę po nią sięgnąć, od kiedy po raz pierwszy przeczytałam jej recenzję. Nie mogę się doczekać poznania jej, choć pewnie wydarzy się to raczej nieprędko. Nie mniej jednak... intryguje ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Słyszałam o tej książce tylko pobieżnie, ale z Twojej recenzji wyłuskałam sporo zalet, które podpowiadają mi, że to książka dla mnie. :)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad, a na pewno go przeczytam! :)

Jeżeli chcesz skomentować, pamiętaj o zachowaniu zasad kultury. Odpowiedzi z wulgaryzmami itp. będę usuwała.