Recenzja: Walka o życie z zimą w tle.

Jesień to czas, w którym sięgam przede wszystkim po kryminały i thrillery. Jakoś juz tak mam, że deszcz za oknem i mniej niż 22 stopnie w domu wyzwalają we mnie nieodpartą chęć do czytania o psychopatach, mordercach czy porywaczach. Tej jesieni memu łaknącemu nerwów i gęsiej skórki nastrojowi wyszło na przeciw nieocenione wydawnictwo Otwarte i zanim zdążyłam się spostrzec, już zdążyło podsunąć mi idealną lekturę. 

Black Ice. Czarny lód? Ciemny lód? Jakkolwiek byśmy nie starali się przełożyć tego tytułu, oczywistym jest, iż będzie zimno i dość mrocznie. I uwierzcie mi- jest.

Akcja toczy się w Stanach Zjednoczonych w trakcie przerwy wiosennej. Główna bohaterka Britt wraz ze swoją przyjaciółką Korbie wyrusza w góry, aby tam aktywnie spędzić wolny czas. Dziewczyny nie przewidują jednak jednego, że w trakcie podróży dopadnie je ogromna zamieć śnieżna, przez którą zmuszone będą do szukania schronienia w lesie. Ponieważ jest to książka młodzieżowa, dziewczyny całkiem przypadkowo znajdują domek, a w nim dwóch przystojnych, tajemniczych chłopaków.

I tak zaczyna się prawdziwa romantyczna komedia omyłek o 4 nastolatkach uwięzionych w środku lasu.


Żartowałam.

Na szczęście Black Ice nie jest kolejną durną opowiastką o tym, jak wkurzająca i płytka do granic możliwości dziewczyna miota się między dwoma jakże wspaniałymi przystojniakami. Nie jest to także książka z gatunku paranormal, do którego przynależy wcześniejsza seria powieści p. Fitzpatrick (sorry fani Szeptem, nie ma tutaj skrzydlatych). Jest to natomiast thriller, czy raczej trzymając się naszego języka dreszczowiec, skierowany do starszej młodzieży. W Black Ice są morderstwa, są porwania, są sekrety i przemoc w rodzinie. W skrócie, dzieje się moi drodzy! I to sporo! 

Atmosfera tej książki przez cały czas jest przyjemnie mroczna. Prawdziwe dreszcze wywołuje w nas jednak wszechobecna i zagrażająca życiu (kto wie, czy nawet nie bardziej niż tajemniczy morderca) zima. Autorka w tak dobry sposób zarysowała tło wydarzeń, że nie miałam absolutnie żadnych problemów z wyobrażeniem sobie, co przeżywają bohaterowie i w jak ciężkich warunkach przyszło im walczyć o przetrwanie. Również napięcie jest stopniowane w odpowiedni sposób. Ani razu nie poczułam w trakcie czytania nudy, czy zmęczenia z powodu przeładowania zbędnymi informacjami lub tragicznymi dialogami. Całość ma sens i nie boli brakiem backstory, motywów popełnianych zbrodni czy z kapelusza wyciągniętymi zachowaniami. 

Niestety, jak wiadomo w przyrodzie musi być równowaga, dlatego znalazłam w tej książce również elementy w moim odczuciu mniej dopracowane. Po pierwsze niekonkretna główna bohaterka. Nie umiem do końca powiedzieć, co mi się w niej nie podobało, jednak uczucia zachwytu zdecydowanie we mnie nie wywołała (pogardy również). Była taka sobie letnia, chociaż pisarka starała się pokazać, jak wraz z kolejnymi decyzjami i sytuacjami, w których dziewczyna się znalazła, zmieniał się jej charakter. Mimo to mnie niestety Britt nie przekonała. Drugi minusik za przewidywalność. Podejrzewam, że w moim przypadku problemem jest to, że czytałam (i czytam nadal) ogrom kryminałów i powieści detektywistycznych, dlatego mordercę wytypowałam bardzo szybko (i poprawnie), a wolę lektury, w których zajmuje mi to dużo czasu.Czuję się miło zaskoczona i znacznie bardziej doceniam p. Beccę po lekturze tej historii. Udało jej się bowiem napisać naprawdę wciągającą, pełną tajemnic i akcji historię bez wplatania w to jakichkolwiek elementów nadnaturalnych i bez trzymania się kurczowo wątku romansu. 

Kończąc swój wywód wystawiam tej książce 7,5/10. Do ideału jej trochę zabrakło, jednak ogólnie wypadła całkiem dobrze. Becca poradziła sobie z kolejnym gatunkiem i co najważniejsze zamknęła się w 1 tomie, co ostatnio nie zdarza się zbyt często jeśli chodzi o książki młodzieżowe (przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie). Korzystając z okazji dodam, że mi nasza polska okładka podoba się wiele bardziej niż oryginalna, gdyż ładni chłopcy są zawsze w cenie.

Za pierwszą taką lekturę w tym jesiennym sezonie dziękuję Wydawnictwu Otwarte.


autor: Becca Fitzpatrick
tytuł: Black Ice
wydawnictwo: Otwarte/ Moondrive
ilość stron: 400 
cena: 39,90
data wydania: 2014-11


Share this:

, , ,

Komentarze

7 komentarzy:

  1. Nie powiem, jestem zaciekawiona tą pozycją :) Tym bardziej, że to jednotomówka, a nie żadna seria. Masz racje, ostatnio mamy same serię, co nie zawsze jest złe, ale i tak miło, że autorka postanowiła wyjść z tego schematu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uuuu, ale nabrałam na nią ochoty! Tym bardziej, że kilku zagranicznych blogerów też właśnie zaczęło ją czytać i zachwalać ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Choć książka nie jest ideałem to zachęciłaś mnie do jej lektury. Będę wyczekiwać premiery :)

    OdpowiedzUsuń
  4. I pomyśleć, że miałam zamiar omijać ją szerokim łukiem :P Na szczęście Twoja recenzja mnie "naprostowała" :D Koniecznie muszę dorwać książkę w czasie najbliższych odwiedzin w księgarni :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dość dużo słyszałam o tej książce, ale tak naprawdę nie wiedziałam nic. Teraz muszę przyznać, że zapowiada się bardzo interesująco. Cieszy mnie, że Fitzpatrick coraz bardziej się rozwija, bo może dzięki temu wkrótce wyjdzie z tego coś naprawdę dobrego. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Seria ,,Szeptem" Fitzpatrick mnie nie urzekła, ale i tak ,,Black ice" mnie interesuje. Historia jest zamknięta w jednym tomie, całkiem pozytywnie ją oceniłaś... Rozejrzę się za nią :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Ależ mnie zaintrygowałaś! Z chęcią się z nią zapoznam:)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad, a na pewno go przeczytam! :)

Jeżeli chcesz skomentować, pamiętaj o zachowaniu zasad kultury. Odpowiedzi z wulgaryzmami itp. będę usuwała.