Relacja: Targi Książki w Krakowie 2014

Łapki Benedicta Cumberbatch'a <3
Jadąc do Krakowa miałam wiele oczekiwań związanych zarówno z samym miastem, jak i imprezą, którą planowałam odwiedzić. Ponieważ do tej pory udało mi się uczestniczyć jedynie w warszawskich targach książki oraz kilku różnych pomniejszych w Poznaniu, miałam nadzieję na efekt: WOW! Bo Małopolska, bo blisko do Śląskich Blogerów Książkowych, bo Kraków taki piękny, a targi podobno tak dobrze zorganizowane. 

Dzisiejszy post będzie, więc o tym, jak moje oczekiwania zostały skonfrontowane z rzeczywistością i co z tego wyszło.


w PKP o 5 rano
Do Krakowa pojechałam z D. oraz dwójką znajomych w piątek czyli 24.10.14. Pomijając 8 godzinną podróż oraz problemy z hostelem sam etap dotarcia na targi był mało ekscytujący. Jedynym większym problemem okazała się pogoda, gdyż Kraków przywitał nas mrozem (chociaż w sumie nie powinnam narzekać, była okazja aby kupić kolejny szalik ;)). Idąc do budynku, w którym odbywała się impreza czułam lekką konsternację, gdyż okolica wyglądała bardziej tak, jakbym zgubiła drogę i trafiła do remontowanej części miasta. Na szczęście wszędzie wokół przemieszczali się ludzie z torbami pełnymi książek, więc szliśmy za nimi licząc na to, że trafimy. 
No i w końcu udało się.

przed budynkiem targów
Akredytacja przebiegła bezproblemowo i tutaj plus dla organizatorów, gdyż skorzystałam z rejestracji dla blogerów, dzięki czemu ominęło mnie stanie w kolejce (D. wygrał wejściówkę w jakimś konkursie na FB). Ponieważ nie miałam na piątek konkretnych planów jeśli chodzi o spotkania z autorami czy wydawcami, uzgodniliśmy z D., że połazimy po salach, żeby ogarnąć, kto jest i gdzie ma stoisko, a przy okazji może uda nam się trafić na kogoś z moich znajomych.
Wędrówka była dość długa i owocna w różne spostrzeżenia:

1. Nigdy w życiu nie podejrzewałabym, że w Polsce jest TYLE wydawnictw katolickich!
2. Gdzie jest wyd. MAG i czemu Fabryki Słów jest tak mało??? Gdzie jest Amber???
3. Czy Papierowy Księżyc nadal istnieje?
4. Rebis ma BARDZO widoczne stoisko.
5. Szkoda, że Oni mówią, Daria rysuje nie wystawiła się na targach, miałaby branie, gdyż gadżetów dla moli książkowych nie było zbyt wiele.
6. Wydawnictwa naukowe miały lepsze przeceny niż te nienaukowe.
7. PWM ma śliczne torby tak samo, jak Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha.

Z ciekawszych wydarzeń tego dnia, ucięłam sobie miłą pogawędkę z p. Agatą z Rebisu oraz kupiłam pierwszy tom Błękitnokrwistych (wyd. Jaguar). Intensywnie szukałam również p. Moniki z Otwartego, ale niestety bez skutku. Myślałam też, że uda mi się nabyć nowe wydanie S. Łukjanienki i jego Patroli, niestety nie było to możliwe (smuteczek, zamówię z neta :P). Z powodu zmęczenia oraz gwaru na salach odpuściliśmy sobie jakiekolwiek towarzyszące targom wydarzenia i po jakimś czasie poszliśmy na obiad, a także pozwiedzać Kazimierz (może się nie znam ale szału nie było).
Pozytywny Jakub Ćwiek

Sobota (25.10) okazała się już intensywniejsza. Śniadanie w Kolanku (Polecam TAK BARDZO wszystkim! Tyle jedzenia i to dobrego i ciepłego za niewielkie pieniądze! WARTO!), wizyta na Wawelu (buuu nikt nie chciał ze mną zwiedzać komnat i zamku w środku...), grzane wino na Kazimierzu i powrót na Targi :)

Królik od królika!


A na targach TŁUMY! Kolejka ogromna, ścisk i zaduch (przynajmniej popcornem nie śmierdziało, jak w Warszawie). A mówi się, że nie czytamy książek ;) Biegiem lecieliśmy na stoisko Dużego Ka z nadzieją, że dorwiemy jeszcze Martę Kisiel. Dorwaliśmy :D Radość ogromna i królik w książce. 


Później wizyta u Kuby Ćwieka, który z entuzjazmem podpisywał nową część Chłopców (ta książka ma TAK genialną okładkę!). Wycyganiłam dedykację dla mamy, porozmawiałam, (D. nie czytaj) pocieszyłam oczy i ruszyliśmy na spotkanie z C. J. Daugherty.

Kolejka do C.J. Daugherty
 


Pisarka zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Cały czas siedziała uśmiechnięta i widać było, że czerpie ze spotkania wiele przyjemności (plus była śliczna!). Doczepię się jednak trochę do tłumacza, ponieważ według mnie nie był zbytnio dokładny w swoich przekładach, co akurat zawsze strasznie mnie razi jeśli rozumiem rodzimy język autora (w tym przypadku angielski). Niestety po spotkaniu nie udało mi się dopchać po autograf na Wybranych, gdyż kolejka była kosmiczna (blokowała nawet ruch na targach). Ale! Widziałam na żywo jednego z modeli z okładki ;)


Jarkowe bazgroły i Bucherwelt
W trakcie kolejnej rundki po salach kupiłam sobie oraz siostrze torbę z PWM (naprawdę piękne!) oraz kilka książek (zdjęcia na końcu postu). Narzekając na fakt, że Aneta Jadowska, Marcin Prokop, Szymon Hołownia i Nina Reichter pojawią się na targach w niedzielę, czyli dzień kiedy nas już w Krakowie nie będzie, stwierdziłam, że czas się zwijać na spotkanie blogerów. Szczęśliwym trafem po drodze zgarnęliśmy Nicolę (Bucherwelt) i w trójkę pojechaliśmy ponownie do Kolanka. Czy wspominałam już, że bardzo lubię Nicolę? ;D

I tutaj znów niestety budzi się mój wewnętrzny maruda (dobrze, że nie bogini ;)) SUCHAR. Na takim większym spotkaniu dla blogerów byłam pierwszy raz w życiu. Na krakowskich targach również. Nic więc chyba dziwnego, że nie znałam stamtąd nikogo wcześniej, a jedynie kojarzyłam z blogów. Mimo iż organizatorki (wspaniałe dziewczyny) dwoiły się i troiły zabrakło mi jakiegokolwiek wprowadzenia do meetingu. Ominęło mnie spotkanie blogerów (podobno żenujące) na
spotkanie blogerów
targach w trakcie rozdania E-buki, więc nie miałam również wcześniej okazji nawet wzrokowo ogarnąć, kto jest kim. Co chwilę krążyły na dodatek jakieś listy obecności, ale po co i na co to już nikt nie wyjaśnił. Żeby nie było ciągle źle dodam, iż przyjemnym elementem w trakcie całego eventu było losowanie książek (nawet D. coś wygrał!).


Zabolało mi też lekko tworzenie się grupek. Wiem, że można się już z kimś znać wcześniej, ale kurcze czy takie spotkanie nie jest świetną okazją, żeby poznać kogoś nowego?
Ja sama jestem zachwycona faktem, że miałam okazję porozmawiać z tak wspaniałymi kobietami jak: Ania (Pisaninka), Sardegna (Książki Sardegny), Magda (Stulecie literatury), Marta (Do ostatniej pestki trzeba mocno żyć), a wcześniej również Kirhan (Z miłości do książek) oraz Julie (More Julie). Ściskam Was z tego miejsca bardzo mocno!


Oczekiwania vs. Rzeczywistość

Podsumowując moją wizytę na targach w Krakowie stwierdzam, że było przyjemnie, ale bez fajerwerków. Możliwe, że stawiam tego typu imprezom zbyt duże wymagania, gdyż w jakimś stopniu porównuje je z cudowną imprezą jaką jest Pyrkon. Wiem, że nie powinnam tego robić, gdyż mimo wszystko jest to konwent czy też festiwal konkretnie literatury Fantasy (którą uwielbiam!), a targi są tylko targami, jednak nie potrafię się powstrzymać. 


torba i kartki z Wybranymi
Mimo narzekania jestem pewna, że dalej będę jeździła na targi książki, więc jest jeszcze nadzieja, że wrócę z nich kiedyś w pełni usatysfakcjonowana :)

Po więcej zdjęć zapraszam TUTAJ.


A na ostatnich dwóch fotkach macie okazję zobaczyć, co przywiozłam ze sobą z Krakowa :) Nie ma tutaj tylko 2go tomu Ostatniej spowiedzi Niny Reichter, bo mi siostra już podwędziła ;)

Share this:

, ,

Komentarze

19 komentarzy:

  1. Z większością tych pierwszych punktów bym się zgodziła. // Zjazdu blogerów rzeczywiście nie ma co żałować. Ja za to zazdroszczę dotarcia na spotkanie pozjazdowe, bo podobno sympatycznie było. A grupki się zwykle chyba tworzą...

    OdpowiedzUsuń
  2. W tym miejscu powiem jedno: ZABIERAĆ RĘCE OD MOJEGO BENA!!! xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Te listy obecności [wraz z mailami i adresami blogów] pojawiały się też na spotkaniu w Katowicach i niby miały potem trafić do każdego, coby sobie mógł prześledzić z kim dyskutował. Coś nie wyszło ;)

    Zazdroszczę wypadu, strasznie chciałabym tam być i Cię poznać - utworzyłybyśmy własną grupkę, a co :)

    A co do Papierowego - pozostajemy w kontakcie, coś niby ma się dziać, ale jest jak jest. Ja to mam pecha, bo pracowałam dla dwóch wydawnictw - jedno już nie istnieje, drugie ledwo zipie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tam nic nie dostałam i nikt mi również nie wyjaśnił po co i dla kogo sa te listy :P
    Ty jesteś taka laska obrotna, że na bank zaczniesz w końcu pracowac dla jakiegoś giga wydawcy :D
    A co do spotkania i grupek- kiedys w końcu ty, ja i Limona zrobimy sobie spotkanie we trzy. A jak już do tego dojdzie to wpadniemy na takie pomysły, że cała blongosfera będzie nasza! (złowieszczy smiech)

    OdpowiedzUsuń
  5. O rety, jakby nam się kiedyś udało spotkać... Myślę, że kula ziemska będzie drżeć :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba jednak muszę się odezwać bo wcina sie tu jakaś nieścisłość, nie żebym się chciała tłumaczyć, ale jako organizatorka spotkania poTargowego muszę coś sprostować. Zatem:
    Listę puściłam jedną ja. Po co? By wrzucić na bloga w relacji ze spotkania linki do blogów osób, które na spotkaniu były, kto inny i po co listy sobie jeszcze utowrzył, nie wiem. Ja- po to byś między innymi Ty mogła wiedzieć kto na spotkaniu był.
    Co do przedstawiania sie kto z jakiego bloga jest...cóż, przy ponad 40 osobach, w sali, w której nie sposób ściszyć muzyki (pytałam o to obsługę) i przy stałe dochodzących ludziach nie ma to najmniejszego sensu. Po pierwsze nikt by nie usłyszał, po drugie nikt by nie zapamiętał kto jest kim. Zresztą zawsze można podjeść do innych i po prostu zapytać z jakiego bloga kto jest.
    Co do grupek, nie wyborażam sobie by się one nie tworzyły, by każdy rozmawiał na raz z każdym. Zresztą do grupek w każdej chwili można dołączyć- blogerzy wbrew temu co ostatnio sie wydawać może, nie gryzą.
    Wprowadzenie do spotkania było, tylko na spotkania początku. Tak to bywa.
    Inaczej wyglądają spotkania w trzy osoby, inaczej w dziesięć, a jeszcze inaczej w kilkadziesiąt. Mnie samej jest żal tylko tego, że nie udało mi się z każdym (chociażby z Tobą) porozmawiać tyle ile chciałam, ale nie o mnie w tym wszystkim chodziło, ja tylko chciałam żebyście się wszyscy mogli spotkać.
    Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja również bardzo się cieszę, że wreszcie Cię poznałam na żywo:) A co do prezentacji każdej osoby to niestety przy takiej ilości osób naraz, gdzie na dodatek jedni wchodzą, drudzy wychodzą jest to niewykonalne, już w zeszłym roku były z tym problemy, a było koło 30 osób tylko:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ej ale mi w żadnym wypadku nie chodziło na naskoczenie na Was czy samo spotkanie. Oprócz Twojej listy po prostu krażyły jeszcze z 4 inne, po co i dla kogo nadal nie wiem :P

    Nie chodziło mi o przedstawienie się na początku, bo przy 55 osobach oczywiście, że było to niemożliwe. Nawet przecież nic takiego nie zaproponowałam, więc chyba niedoczytałaś o czym napisałam :) Mówiłam o ogólnym wprowadzeniu, powitaniu wszystkich. Dobrym rozwiązaniem byłyby też puste identyfikatory rozdawane wchodzącym osobom, żeby mogly napisać swoje imie o nazwe bloga i przyczepić je sobie do koszulki. Ale może się nie znam.

    Odnośnie grupek. W momencie, gdy widziałam ludzi zagłębionych w rozmowie, sprawiających wrażenie, że poznały się już wcześniej, nie miałam ochoty im przerywać zwłaszcza, że ewidentnie świetnie czuły się w swoim towarzystwie. Przy zdjęciu grupowym również nie zawołano wszystkich do ustawienia się... Co spowodowało, że poczułam się dość kiepsko. Żeby nie powiedzieć, że wręcz zniechęcona i troche wyobcowana. Możliwe, że się myle i wszyscy byli tam nowi i zwyczajnie szybko nawiązali kontakt, a to ja jestem dupa wołowa i bezsensownie wstydziłam się podejśc z głupia frant, przerwac komuś rozmowę i zacząć mówić o czymś innym. Jesli tak to przepraszam. Wychodzi to, że jestem z prowincji :P

    Powiem Ci też, że mam dość dziwny odbiór Twojego komentarza. Jakbyś mi chciała udowodnić, że nie mam racji. Wyraziłam zwyczajnie swoją opinię. Pomarudziłam sobie, ponieważ coś mi tam jednak nie do końca zgrało. Moralizatorstwa na zasadzie: zawsze mogłaś sama dołączyć, blogerzy nie gryzą (no wow serio?) i wyjaśniania mi, że spotkania mniej liczebne wyglądają inaczej, nie potrzebuję, gdyż chodze na różne eventy, więc mam do nich porównanie. To na spotkaniu blogerów byłam po raz pierwszy :)

    Spory to nie moja domena, więc mam nadzieję, że tematu bez sensownie ciągnąc nie będziemy. To było tylko jedno spotkanie więc absolutnie nie zakładam, że każde kolejne nie przypadnie mi do gustu. Zwłaszcza, że Wy jako organizatorki zrobiłyście na mnie pozytywne wrażenie.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Magda ja mówię tylko o przywitaniu ogólnym :D Takim na zasadzie: witam Was costam costam...
    :D Jezu chyba musze zmienić ten akapit w poście ;D

    OdpowiedzUsuń
  10. A to było na początku samym. W ogóle to nie spodziewałyśmy się takich tłumów, bo naprawde blogerzy dopisali. A organizatorką była Kaś więc to jej się należą honory, ja tylko Kolanko wymyśliłam i cieszę się, że przypadło zdecydowanej większości do gustu:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kolanko było mega pomysłem :) Ach kurcze skoro było takie powitanie to przepraszam, ale kogo nie pytałam to wszyscy mówili ze nic takiego nie było i im tez brakuje :< Blogerzy zaskakują na każdym kroku ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. :) Każde kolejne spotkanie jest lepsze i lepiej zorganizowane, więc dobrze jest mówić, czego sie oczekuje, bo wtedy można w miarę możliwości zorganizować spotkanie 'pod ludzi', choć wiadomo, że nie da się wszystkiego spełnić:) i jeszcze jedno, w zeszłym roku miałam na targach tę samą myśl - skąd tylu katolickich wydawców?

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja nie wiem, ale chyba im się powodzi na rynku :D Siła wyższa im sprzyja :D

    OdpowiedzUsuń
  14. No chyba:) Martwi mnie nieobecność dużych wydawnictw, Amber podobno miał malutkie stoisko na stoisku empiku, nie wiem czy to prawda? Ale to raczej wina wydawnictw a nie organizatorów, że ich nie było. Na targi raczej się samemu zgłasza i określa potrzeby stoiska więc chyba polityka marketingowa niektórych wydawców kuleje. Niestety.

    OdpowiedzUsuń
  15. Najprawdopodobniej masz rację. Mi ogromnie brakowało MAG'a i Fabryki Słów, które miały tylko kilka książek na jakimś innym stoisku... Podejrzewam, że takie godne wystawienie się na targach to dość mocny koszt, który nie zawsze się przecież zwraca :(

    OdpowiedzUsuń
  16. Oczywiście, że są to koszty, ale nie są tak ogromne by nie stać na nie było dużych wydawców. Po pierwsze skoro stać małe wydawnictwa to duże tym bardziej, po drugie nie wiem jak na TK, ale wiem, że na targach dla twórców gier koszt stoiska to było mniej więcej tyle co średnia krajowa, więc nie są to jakieś gigantyczne pieniądze, choć oczywiście wszystko zależy od rozmiaru stoiska, ale bez przesady.

    OdpowiedzUsuń
  17. Mnie absolutnie nie chodzi o spór, tudzież o moralizatorstwo. Po prostu poczułam iż coś powinnam wyjaśnić. Przedstawić swoją opinię na ten temat. Trochę krzywdząca wydawała mi sie Twoja opinia, ponieważ ja jako organizatorka starałam się by każdy czuł się dobrze na spotkaniu, jednak nie mogłam wpłynąć na to jak sie integrujecie. Wprowadzenie do spotkania było na początku, ciężko byłoby to robić od nowa za każdym razem, gdy ktoś doszedł. Grupki- owszem wśród nich niewątpliwie byli ludzie, którzy sie znali wczesniej, ale było też masę ludzi kompletnie obcych i powoli się z tymi grupkami integrowali, lepiej lub gorzej, ale na to wpływu już nie miałam. Sama nie znałam myślę, że 70% uczestników spotkania. Plakietki z miejscem na wpisanie swojego imienia to rewelacyjny pomysł, zaproponowałam na początku spotkania karteczki, ale temat nie został podchwycony, więc zrezygnowałam, pozostałym już nie proponując, najwyrażniej to był mój błąd.
    Co do zdjęcia uczestników (wszystkich) to ja nic o tym nie wiem, owszem co chwilę sie ktoś fotografował, ale ja do wspólnego zdjęcia sygnału nie dostałam, sama nie robiłam bo nie miałam aparatu, ani w sumie o tym nie pomyslałam (a szkoda).
    I to by było na tyle, tak jak i Ty wyraziłam swoją opinię, chciałam wyjaśnić skąd co się wzięło i sprosotwać np. informację o wprowadzeniu do spotkania. I rozumiem, że nie każdemu musiało sie na spotkaniu podobać, choć liczę na to, że kolejnym spotkaniom z nami w krakowie dasz szanse.
    pozdrawiam jeszcze raz

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad, a na pewno go przeczytam! :)

Jeżeli chcesz skomentować, pamiętaj o zachowaniu zasad kultury. Odpowiedzi z wulgaryzmami itp. będę usuwała.