Recenzja: First world problem

W życiu można mieć różne priorytety. 
Bliss na przykład przede wszystkim pragnie, jak najszybciej stracić dziewictwo. Wszystkie koleżanki mają to już za sobą, więc logicznym jest, że i ona powinna. Szybki numerek powinien załatwić sprawę. Zwłaszcza, że na horyzoncie pojawił się idealny partner do tego.

Historia, jak widać po tych kilku zdaniach, nie jest zbyt skomplikowana. Jest dziewczyna, która ma typowy problem z rodzaju tych rodem z pierwszego świata. Wymyśla więc sobie najprostszy i zarazem (w moim odbiorze) najgłupszy możliwy sposób rozwiązania dręczącego ją dylematu. Oczywiście okazuje się, że jednorazowy numerek wcale nie jest taką świetną sprawą i niesie ze sobą różne skutki. Czy lepsze czy grosze dowiedzieć się musicie już sami.

Coś do stracenia to książka w założeniu lekko komediowa, skierowana do odbiorcy w ładnie po angielsku nazwanych: early twenties (20-23). Podstawą fabuły jest wątek romansowy wzbogacony o różne dość przewidywalne i standardowe dla wieku bohaterów problemy (alkohol, przyjaźnie, decyzje decydujące o przyszłości).

Bliss, czyli główna bohaterka jest z jednej strony ambitna, stara się zrealizować swoje cele i spełnić marzenia, z drugiej natomiast ma momenty, kiedy zachowuje się jak bardzo naiwna i infantylna dziewczynka. Wiem, że ludzie są istotami zmiennymi, jednak całkowity brak konsekwencji i logiki w jej zachowaniach może zirytować nawet bardzo pobłażliwego czytelnika. Przypisany jej partner nie jest pod tym względem ani trochę lepszy. Jego historia jest w moim odczuciu trochę naciągana, a relacje pomiędzy nim a Bliss słodkie aż do bólu zębów. Mimo iż pisarka starała się pokazać w jak trudnej sytuacji znaleźli się zakochani, których tak naprawdę rozdziela wyłącznie prawo, nie udało jej się to. Nie ma w tej historii kontrowersji, której oczekiwałoby się po romansie nauczyciela i uczennicy. Nic nie zaskakuje. Nic nie wywołuje rumieńców. Nic nie rozbawia ani nie smuci do łez.

Wiem, iż nie powinnam mieć wysokich oczekiwać w stosunku do tego typu literatury, jednak zdarzało mi się czytać dużo lepsze i bardziej przemyślane młodzieżówki, dlatego jestem świadoma, iż takie istnieją. W trakcie lektury Coś do stracenia nie nawiązałam więzi z żadnym z bohaterów ani nie poczułam się specjalnie wciągnięta w przedstawione przez autorkę problemy. To już nawet nie była niezobowiązująca i odmóżdżająca książka. Szkoda, ponieważ taki pomysł z lepszą realizacją mógłby się stać świetnym pikantnym romanso-dramatem lub przezabawną komedią omyłek. Ze swojej strony nie polecam.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu: JAGUAR.


tytuł: Coś do stracenia
autor: Cora Carmack
wydawnictwo: Jaguar
ilość stron: 304
cena: 32,90 zł
premiera: 2014-06

Share this:

, ,

Komentarze