Rozpisz się: Martyna Raduchowska

Nie wiem czy pamiętacie, ale jakiś czas temu dopadła mnie niesamowicie intensywna blokada w pisaniu. Nie życzę tego nikomu. Serio. Z pięćset razy podchodziłam do laptopa, włączałam bloggera i... szłam sprzątać dom/bawić się z psem/ włączałam serial itp. No nie mogłam. KAŻDA autentycznie KAŻDA rzecz i czynność wydawały się ciekawsze niż pisanie. Nawet okna myłam. No, ale cóż zdarza się prawda?

W jaki sposób się pozbyłam tej blokady i zniechęcenia zapytacie. Sięgnęłam po notes i długopis. Niektórym może wydawać się to dziwne, albo nawet zabawne, ale papier i jakieś pisadło (najlepiej czarny bic) działają na mnie twórczo. Jestem pod tym względem dość staromodna. Word, blogger i wszelkie inne programy, strony oraz aplikacje, które w teorii mają być nowoczesną pomocą w rozwijaniu się warsztatu pisarskiego, najzwyczajniej mnie blokują. Mam tak i kropka. Co zrobisz? Nic nie zrobisz. Albo raczej w moim przypadku zaopatrzysz się w stos notesów, zeszytów i oczywiście pęczek długopisów. Jak mawiała moja matematyczka: "Nie ważny jest sposób, ważny jest efekt!" (mawiała również: "Ein Moment, rzekła wróżka do Hitlera, kiedy spytał ile będzie żył", uwielbiałam tę kobietę! :)). 

Po co jednak zawracam Wam głowę swoją historią skoro w tytule jest Martyna?
A no po to, żeby wyjaśnić, dlaczego Martyna Raduchowska się pojawi. 

Jak już pewnie zauważyliście w tytule pojawia się nakaz: ROZPISZ SIĘ.
Tak. To kolejna seria postów, którą rozpoczynam na bazgrołach. 
O co chodzi: Raz w miesiącu (około drugiego tygodnia) na blogu pojawi się wpis autorstwa pisarza/pisarki, z którego dowiecie się, co on lub ona robi, żeby się rozpisać. Czy to od samego początku, czy właśnie podczas blokady twórczej.
Martyna jako pierwsza zgodziła się podsunąć Wam jakieś rady- za co oczywiście ogromnie jej dziękuję <3. Ja już kończę truć, a Wam życzę udanej lektury i mam nadzieję, że będziecie śledzić kolejne notki z tej serii. 

"Nigdy nie siadam do pisania, jeśli nie wiem, co chcę napisać. Bez konspektu jestem, jak dziecko we mgle. Muszę widzieć przed sobą przynajmniej ogólny cel, inaczej się gubię i nie jestem pewna kolejnego kroku, a to niezdecydowanie i wątpliwości znajdują potem odzwierciedlenie w tekście. Nawet wszelkie zaimprowizowane opisy czy dialogi to w znakomitej większości wariacje na temat tego, co miałam wcześniej zaplanowane, albo chociaż przemyślane. 


Ale bywa, że wiedzieć "co", nie wystarczy, bo już samo "jak" stanowi wyzwanie, któremu czasem wyjątkowo trudno mi podołać. I wtedy się zacinam, mimo że mam przez sobą szczegółowy scenariusz danej sceny. Przy ostatniej książce nie mogłam ruszyć z miejsca przez bite dwa tygodnie, nie licząc wcześniejszych i późniejszych, nieco krótszych blokad. W takich momentach najlepiej na chwilę zająć się czymś innym, przestać na siłę kombinować, pozwolić, by to pierwsze zdanie samo przyszło. A przyjdzie na pewno, bo bez względu na to, co robicie, mózg nadal pracuje w tle nad tekstem i dobiera słowa tak długo, aż znajdzie te właściwe. 


To właśnie dlatego Eureka atakuje zwykle znienacka, czy to pod przysłowiowym prysznicem, czy podczas gotowania, czy może na spacerze - w każdym razie wtedy, gdy nie walimy desperacko czołem w biurko ani nie okładamy się klawiaturą po głowie w nadziei, że dzięki temu inspiracja przyjdzie szybciej. Umysł potrzebuje odpoczynku tak samo jak ciało, a rozwiązanie problemu wymaga świeżego spojrzenia nań. Myśli nigdy nie przestaną odbijać się od ścian pudełka ani płynąć wciąż tymi samymi koleinami, jeśli na moment nie odpuścimy i nie pozwolimy im rozlać się swobodniej. To działa, serio. W końcu skończyłam i wydałam tę książkę, czyż nie? ;)"

A najnowszą powieść Martyny możecie wygrać TUTAJ  :) (recenzja wkrótce!)






Martyna Raduchowska
Wrocławianka z urodzenia, sentymentu, wyboru i zamieszkania. W międzyczasie nie zabrakło jej też na emigracji, gdzie spędziła kawał życia. Cierpi na chorobliwy nadmiar pomysłów oraz chroniczny brak wolnego czasu. Pierwsze ubóstwia, drugie pilnie odda w dobre ręce. W duszy gra jej wszystko, co ma dobrą fabułę oraz pełnokrwistych bohaterów i póki dana historia spełnia te warunki, nie ma znaczenia ani jej tematyka, ani gatunek, ani czy jest opowiadana na papierze, ekranie czy deskach teatru. Pod tym względem nie pogardzi też grą komputerową, chociaż raczej w charakterze widza niż czynnego gracza. 


Absolwentka psychologii i kryminologii (Uniwersytet Walijski) oraz neurobiologii poznawczej (Uniwersytet w Yorku). Co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że bez większego trudu dogada się zarówno z psycholem, jak i kryminalistą, a jeśli trzeba może im nawet pogmerać w neuronach.

Autorka dylogii o medium Idzie Brzezińskiej (Szamanka od umarlaków, Demon Luster) oraz cyberpunkowego kryminału (Czarne Światła. Łzy Mai). Pisać zaczęła gdzieś w okolicach dwunastego roku życia. Przestać natomiast, ku udręce niektórych, nie zamierza nigdy.

Share this:

Komentarze