Bazgroły: Norwegia cz. I


Przez dwa lata nie miałam urlopu. Tak się złożyło. Powodów było wiele. Może nawet zbyt wiele? Cały czas jednak chodziła za mną myśl, że w końcu muszę gdzieś wyjechać, ponieważ niedługo dostanę zwyczajnie na głowę.

Tak się zdarzyło, że moi bliscy znajomi jakoś 7 miesięcy temu postanowili się wyprowadzić do Norwegii i od dłuższej chwili mnie zapraszali do siebie. Idealne połączenie prawda? Zmęczona Jarosława i znajomi, którzy chcą ją ugościć. No to zamówiłam bilety i... wczoraj wylądowałam w Oslo.

Znacie te powiedzenia: "Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma" i "U sąsiada trawa bardziej zieleńsza"? Ja znam bardzo dobrze, ponieważ wiele razy słyszałam je z ust najbliższych w momencie, gdy wspominałam, że nie czuję się czasami dobrze w Polsce. Że mni "nosi". Że Cejrowski, Bryson i Wojciechowska są w jakimś stopniu moimi idolami. Mimo to, mam poczucie, iż jestem obecnie w takim punkcie, że tego typu wyjazdy są czymś dla mnie i dla mojego życia istotnym.

Odpoczywam. Oslo ma to do siebie, że łączy w sobie wiele elementów, które kocham. Jest zimno, wokół są lasy, piękne widoki a na wyciągnięcie ręki dodatkowo morze. Dzisiaj właśnie byliśmy nad nim i jestem całkowicie kupiona. Możliwe, że do głowy uderzyła mi ilość jodu, a może po prostu już zapomniałam, jak cudownie jest odpocząć? Spacerować bez konkretnego celu, patrzeć na śnieg i morze, marznąć i cieszyć się spokojem. Na internet wchodzę tylko rano i wieczorem, żeby odebrać maile. Wyłączyłam Insta, FB i Twittera. Piszę sms do mamy i siostry. Jest magicznie. Jest tak, jak powinno być zawsze.

Poniżej trochę zdjęć. Możliwe, że jutro skuszę się na konkretny post odnośnie tego, co, gdzie i za ile, ale na ten moment... głęboki oddech od codziennej gonitwy.

Najdłuższy pub w Skandynawii









Share this:

,

Komentarze

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw po sobie ślad, a na pewno go przeczytam! :)

Jeżeli chcesz skomentować, pamiętaj o zachowaniu zasad kultury. Odpowiedzi z wulgaryzmami itp. będę usuwała.