Porzucona piaskownica


Jestem fanką wyjaśniania spornych sytuacji. Lubię analizować, dlaczego ktoś powiedział tak, a nie inaczej lub co można zmienić i jak, żeby każdej ze stron było bardziej komfortowo. Konflikty według mnie są tym elementem życia, który wysysa z człowieka pozytywną energię, więc chyba powinno się je wyjaśniać.
Chyba...
Prawda?

To jest ten moment, gdy jak już pewnie czujecie - nie jestem taka pewna.
Od kilku lat coraz bardziej przekonuje się bowiem do myśli, że nie wszystko trzeba wyjaśniać. Pewne problemy rozgrzebywane do samego centrum stają się, moim zdaniem, jeszcze większe i mogą wywołać (niezamierzoną) eskalacje konfliktu. Nie jestem psychologiem, ale widzę po sobie - jeśli zbyt długo wałkuję jakiś temat to od pewnego momentu jestem już nim zwyczajnie zmęczona. Dodatkowo tracę również motywację aby go rozwiązać i tak, jak mi nawet ostatnio ktoś powiedział: mam ochotę rzucić grabki i wyjść z piaskownicy.

Zastanawiam się jednak czy nie jest to forma reakcji obronnej.
Można przecież na sytuację sporną zareagować złością, można płaczem, a może w moim przypadku jest to ta wspomniana już niechęć do kontynuowania rozmowy i całkowite wycofanie? A może w tym momencie robię właśnie to, o czym sama piszę: nadmiernie rozwodzę się nad sprawą, której nie powinnam poświęcać aż tak wiele uwagi?

Rozpatrując to z innej strony: czy rozwiązywanie i debatowanie przez wiele godzin na temat każdego, najmniejszego nawet problemu jest tak bardzo konstruktywne? Czy musimy rozumieć każdą emocję, która kierowała nami lub naszymi bliskimi/kolegami/współpracownikami, by móc dalej z nimi funkcjonować? Czy takie sytuacje nie wysysają z nas jedynie energii, którą moglibyśmy poświęcić na coś przyjemniejszego?

Te oraz wiele tego typu myśli krąży mi po głowie od momentu, gdy rozpoczęłam w pracy sesje ewaluacyjno-feedbackową. Pojawiło się podczas niej wiele emocji, zorganizowaliśmy również spotkania i rozmowy na często nie tylko zawodowe, lecz również związane z uczuciami tematy. Ponad tym wszystkim świeci jednak, jak neon w mojej świadomości pytanie:


Czy i jaki to ma sens?

Bo tak, jak rozumiem konstruktywną krytykę i propozycję zmiany wybranych działań i zachowań, tak rozkładania każdego sporu i problemu - już nie. Jak to mówi moja kochana rodzicielka - nasze nerwy powinniśmy oszczędzać. Sądzę, że zbyt dogłębne analizowanie każdego negatywnego (nie ważne w jakim stopniu) wydarzenia jest zdecydowanie ich nadszarpywaniem.

Nie wiem czy jest to dobre podejście, ale moim zdaniem czasami powinno się zwyczajnie pewne tematy zostawić i przejść nad nimi do porządku dziennego. Przyjąć do wiadomości, że ktoś ma inne zdanie, inny charakter czy też odmienne podejście do świata i system wartości.

I zwyczajnie robić swoje.
Przecież jesteśmy tylko ludźmi i nie musimy wszystkich rozumieć.

Dajcie znać czy plotę od rzeczy, czy może rozumiecie o co mi chodzi :)

Share this:

Komentarze

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw po sobie ślad, a na pewno go przeczytam! :)

Jeżeli chcesz skomentować, pamiętaj o zachowaniu zasad kultury. Odpowiedzi z wulgaryzmami itp. będę usuwała.