Gdzie mój sześciopak?


Jestem leniwą bułą.


Nie chce mi się ruszać, nie chce mi się pilnować co do minuty, co jem, ani tym bardziej robić specjalnych zakupów i tracić czas wieczorami na przygotowywanie pudełek do pracy.

A przynajmniej nie chciało mi się do jakoś 3-4 miesięcy temu.
Przełom nastąpił  momencie, gdy moja super-wyćwiczona i zdrowo odżywiająca się siostra stwierdziła, że mam skończyć pieprzyć tylko się wziąć za siebie, bo nic nie robię, a tylko narzekam.
Łatwiej jednak powiedzieć "zrób coś ze sobą" niż zmusić takiego biurowego lenia, jak ja, do ruszenia czterech liter. Na szczęście Młoda miała siłę przebicia. Cięte uwagi i dużo złości zadziałało. A teraz powstaje ten post.
Na tym kiju Kasia chciała wieszać coś, co by mnie motywowało do biegu.
Sama planowała biegać za mną, żebym nigdy nie straciła z oczu celu.

Początek był OKROPNY.
Wstawałam rano (6.00) i wciągałam na siebie dresy, po czym psiocząc na wszystko i wszystkich na świecie (uwierzcie mi znam wiele wulgaryzmów i lubię tworzyć wariacje na ich temat) szłam do siostry, która (na szczęście mieszka obok mnie) przeganiała mnie po poznańskiej Cytadeli nie szczędząc w słowach, ale równocześnie także w dobrych radach. Pociłam się, narzekałam jeszcze bardziej, ale biegłam.

Tu mała dygresja. Kiedyś nie byłam leniwcem. W czasach szkolnych biegałam i tańczyłam (3 razy w tygodniu miałam próby). Wyglądałam zdrowo i czułam się dobrze. Studia zmieniły mój styl życia. Ciągłą naukę traktowałam jako wymówkę tak samo często, jak brak kasy, żeby móc zapisać się na jakieś zorganizowane zajęcia w Poznaniu. I tak minęło 8 lat, w trakcie których miałam niewielkie przerwy na ćwiczenia (np. basen), ale nigdy nie wytrzymywałam z nimi zbyt długo. Bardzo łatwo jest znaleźć kolejną wymówkę, a ja stałam się w tym mistrzem.

Powróćmy jednak do teraźniejszości. Bieganie było początkiem. Gdy już wylałam z siebie tonę potu i brzydkich wyrazów stwierdziłam, że skoro już MUSZĘ (zauważcie, jak Młoda mnie wytresowała - mój pogląd z "o nieeee kanapa taka wygodna" zmienił się na "Muszę się ruszyć, bo Kasia będzie zła"), to przynajmniej zapiszę się na coś, co jest według mnie bardziej przyjemne. I tak wylądowałam na basenie.

Mam wrażenie, że po tej decyzji poszło już jakoś z górki. Odkryłam, że w sumie ja zawsze lubiłam pływać, więc mogę to zwyczajnie robić częściej. Później moja siostra pokazała mi Trops Dance Center w Poznaniu, w którym są tanie zajęcia z Zumby (5zł), wiec je również dołączyłam do grafiku. W ten sposób powoli wprowadziłam w swoje życie systematyczny ruch. Obecnie nie wyobrażam sobie, żebym w tygodniu nie poćwiczyła przynajmniej 3 razy. Może zabrzmi to głupio, ale zwyczajnie łapią mnie wyrzuty sumienia. Jestem o wiele bardziej żywotna, zrelaksowana i efektywniejsza w pracy. Treningi stały się pewnym elementem mojego grafiku i dały mi kolejny cel, do którego chcę dążyć.

Nie ukrywam, że nie zmieniłabym stylu życia, gdyby nie moja siostra. To ona zwłaszcza na początku mnie mobilizowała (i nadal wspiera). To ona służy radą i podpowiada co i jak robić. Podziwiam ludzi, którzy mają tak silną motywację wewnętrzną, jak ona, bo wiem, że w moim przypadku nie mogłabym się opierać wyłącznie na sobie (Leniwa Buła pamiętacie?). Tutaj więc rada: jeśli sami nie możecie się zmobilizować do walki o lepszą i bardziej satysfakcjonującą Was sylwetkę poszukajcie wśród znajomych, albo rodziny - może ktoś już zaczął i będziecie mogli trenować wspólnie? Może jest osoba w Waszym otoczeniu, która zadziała na Waszą motywację tak, jak Kasia na moją? Nie ograniczajcie się też myśleniem, że nie możecie zacząć, bo Was nie stać (na ubrania, kluby, suplementy).
Lepszy jakikolwiek trening niż żaden!

Odnosząc się do tytułu: mój sześciopak się robi. Jak się uda to może za kilka miesięcy nawet go Wam pokażę ;)
Ten post jest zajawką tego, że możecie się spodziewać notek, w których będę dawała znać jak mi idzie i co nowego się nauczyłam w temacie ćwiczeń i dbania o sylwetkę. Może akurat kogoś z Was tym zarażę i będziemy mogli powymieniać się opiniami i przeżyciami?

Na ten moment zdradzę Wam jeszcze, że wprowadziłam dietę redukcyjną, w lipcu zmieniam ćwiczenia na coś - co będzie niesamowitą przygodą (i jest szokiem nawet dla mnie, że się na to zdecydowałam), a od pewnego czasu zaczynam się wciągać w temat białka, węgli i innych suplementów, które jak widzę po siostrze - mają niezły wpływ na kształtowanie się sylwetki.
Trzymajcie kciuki! Ja trzymam za Was :)

Share this:

Komentarze

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw po sobie ślad, a na pewno go przeczytam! :)

Jeżeli chcesz skomentować, pamiętaj o zachowaniu zasad kultury. Odpowiedzi z wulgaryzmami itp. będę usuwała.