Lindy hop czyli swinguj w Poznaniu!


Pamiętacie, jak pisałam o tym, że staram się próbować różnych rodzajów treningów? Dzisiaj kolejny post z tej serii, jednak tym razem w rytmach swingu.

Zaczynamy od bansu!

Na etapie liceum należałam do grupy tańca towarzyskiego. Nigdy nie byłam wybitna, a zapamiętywanie kroków szło mi dość ciężko. Sama również byłam w moim odczuciu raczej toporna i bez gracji. Ten typ ruchu sprawiał mi jednak wiele radości i bardzo pozytywnie nastrajał do życia. Pół roku temu postanowiłam więc: wracam do tańca! 

Na Lindy hop zdecydowałam się, ponieważ słucham swingu, a od dziecka niesamowicie ekscytowały mnie filmy, których fabuła rozgrywała się w latach 20, 30 i 40. Dodatkowo znałam już przecież jive, więc miałam cichą nadzieję, że nie będzie ze mną specjalnie źle i jakoś ogarnę to, co mi instruktorzy pokażą.


Z wyborem szkoły poszło względnie szybko, ponieważ znajomy od pewnego czasu opowiadał mi o Etnobalans, które specjalizuje się w tańcach swingowych. Jedynym problemem był mój wzrost, a dokładniej fakt, że przy prawie 180cm ciężko jest znaleźć partnera, który nie dość, iż musi chcieć tańczyć, to dodatkowo... no nie może być głowę niższy. Wiadomo, że można sobie dać radę z różnicą wzrostu, ale bardziej komfortowo jest jednak, gdy partnerzy mają chociaż trochę zbliżoną wysokość. Niespodziewanie z pomocą przyszła moja praca. Mówiąc w skrócie przekonałam do zapisania się jednego z naszych wolontariuszy - znajomego, który, jak się okazało również niesamowicie fascynował się swingiem (miałam szczęście, jak nigdy).

W ten oto sposób wylądowałam na Wielkiej 19 w Poznaniu, w trampkach w kropki, słysząc, że muszę nauczyć się bansować.

Czym jest Lindy hop?

Mistrzem ds. teorii nie jestem, jednak tutaj z pomocą przychodzi mi niezawodny internet, który ratuje mnie poniższą grafiką.

Jak widzicie na drzewku, Lindy powstał w okolicach lat 30. z połączenia Two-Stepu, Breakawaya i Charlestona. Późniejsze style tańca swingowego wywodzą się właśnie od niego (w tym wspomniany przeze mnie jive). Jest to taniec partnerski z elementami solowego, określany mianem tańca ulicznego. Historię tego tańca dość nieźle opisuje Wikipedia, więc odsyłam zainteresowanych po szczegóły do niej :)

Shoo Fly Pie and Apple Pan Dowdy, czyli trochę marudzę

Chciałabym napisać, że wszystko przyszło szybko i przyjemnie oraz że obecnie jestem pro i tańczę 5 razy w tygodniu. No nie. 

Po pierwsze: zajęcia z Lindy Hopu i w ogóle ten taniec opierają się na zasadzie, że istnieje leader i follower (z tym, że nie ma tu podziału płciowego, każdy może mieć dowolną rolę, albo nawet ogarnąć obie). Jedna osoba więc w tańcu prowadzi, a druga podąża za krokami, ruchami i ciałem. Dość standardowym jest, że dziewczyna zaczyna od nauczenia się, jak być dobrą followerką, co dla mnie było i nadal bywa trudne, bo automatycznie chcę wchodzić w rolę prowadzącego w tańcu.

Po drugie: jestem przykładem człowieka, który miewa problemy z koordynacją. W tym tańcu z kolei są figury, w których należy robić inny ruch rękoma i równocześnie inny nogami. Nie idzie mi to.

Po trzecie: na zajęciach, co jakiś czas jest zmiana w parach i czasami mi przeszkadza. Rozumiem na imprezie lub dodatkowych ćwiczeniach (zwanych praktisami), niestety na normalnych zajęciach miewam przez to sporo problemów z załapaniem figury, bo każdy kolejny partner prowadzi ją trochę inaczej. Nie umiem partnerom też zakomunikować, że zdarza się, iż nie czuję ich prowadzenia, ale to już bardziej mój problem psychologiczny.

Jednocześnie fakt zmian w parach ma też swój pozytywny aspekt: powoduje bowiem, że nie trzeba mieć stałego partnera, żeby móc tańczyć Lindy hop. Uratowało mnie to, gdy po 3 miesiącach odszedł chłopak, z którym się zapisałam. 

It Don't Mean A Thing If It Ain't Got That Swing


Po poprzednim akapicie mogłoby się wydawać, że nie jestem bardzo przekonana do Lindy hopu i średnio mnie wciągnął, a nic bardziej mylnego! Właśnie dlatego, że weszłam w niego na maksa zauważam własne ograniczenia w tym tańcu. Przez te 6 miesięcy: 
- chodziłam systematycznie na zajęcia 1 raz w tygodniu;
- byłam na 3 wymianach Lindy Hopowych (Poznań-Łódź-Wrocław - zgodnie z inicjatywą PoŁóW);
- wzięłam udział w 3 warsztatach weekendowych;
- przejęłam na siebie organizację zajęć dodatkowych w poznańskim pubie Dubliner (zapraszam 19.30 w środy!);
a planuję jeszcze więcej! Już na przykład jestem zapisana na Lindy hopową majówkę oraz Amber Swing Festiwal. Wsiąkłam w to środowisko, związałam się z ludźmi, którzy tańczą Lindy, a w moim życiu zagościło jeszcze więcej swingu. 
Gdyby ktoś zapytał mnie, co najbardziej lubię w Lindy hopie - to zdecydowaniem powiem, że właśnie tą radość, którą ze sobą niesie. Ludzie, którzy go tańczą są otwarci, uśmiechnięci, a imprezy w stylu swingowym cudownie stylizowane i ze swoistą klasą. Lindy hop pozwala mi się odprężyć i przestać myśleć o codziennych problemach. Nie jest to forma treningu siłowego (może lekkie cardio), więc nie zastępuje mi normalnych ćwiczeń (wiadomo, dalej walczę z byciem bułą), jednak jest cudowną, odkrytą niedawno pasją.

Jeśli jesteście z Wrocławia, Krakowa czy Łodzi - podpowiem, Wam są u Was również super szkoły i grupy ludzi, którzy na pewno pokażą Wam jak zacząć. Poznań i okolice zapraszam na profil SWING CRAZE :)

Share this:

Komentarze

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw po sobie ślad, a na pewno go przeczytam! :)

Jeżeli chcesz skomentować, pamiętaj o zachowaniu zasad kultury. Odpowiedzi z wulgaryzmami itp. będę usuwała.